Kosmetyki marki Pure by Clochee – obraz posta

Kosmetyki marki Pure by Clochee

Na początku lutego zostałam Ambasadorką marki Pure by Clochee. Ambasadorka to jednak dość górnolotne słowo – po prostu 10 dziewczyn (w tym ja) przez 3 miesiące dostawało paczki do testów. Mimo że tych kosmetyków nie kupiłam, to moja recenzja jest całkowicie szczera. Zaufanie jest dla mnie najważniejsze i nie mam zamiaru kłamać dla kilku kosmetyków. Dlatego w dzisiejszym wpisie krótko podsumuję każdy produkt i napiszę, co mi w nim odpowiadało, a co nie.

Na bieżąco wstawiałam zdjęcia i recenzje na Instagramie. Pojawiło się też tam kilka analiz składów (na stories, są w zapisanych relacjach), które powoli rozszerzam również na blogu.

Najpierw kilka słów o samej marce. Pure by Cloche to marka-córka Clochee, różni się tym, że jest bardziej ogólnodostępna (w drogeriach Hebe) i ma niższe ceny.

To, co ja najbardziej w niej lubię, to oczywiście fakt bycia cruelty free! Do tego wszystkie kosmetyki są wegańskie, a paczki zapakowane w ekologiczny sposób (do wypełnienia stosowane są „chrupki” wykonane całkowicie ze skrobi  i rozpuszczalne w wodzie). 

Składy również prezentują się bardzo dobrze. Żadnemu z produktów nie miałam nic do zarzucenia pod tym względem.

Czas na prezentację produktów!

1. Oczyszczający Płyn Micelarny


Delikatny, owocowy i przyjemny zapach. Bardzo dobrze zmywa makijaż, szybko radzi sobie nawet z tuszem do rzęs, ale niestety piecze mnie w oczy.
Jeżeli chodzi o płyny micelarne, to przede wszystkim zależy mi właśnie na dokładnym demakijażu oczu, dlatego ten produkt jest dla mnie za mało uniwersalny.
Z płynami micelarnym jest u mnie loteria – podrażnia mnie średnio co drugi-trzeci testowany płyn. Wśród tych z naturalnym składem nie miałam jeszcze takiego, który by mnie nie podrażniał. Ten oddałam siostrze, która zmywa tylko twarz i jest zadowolona.

Podsumowanie: Dobrze zmywa, ale podrażnia oczy. Nie dla wrażliwych osób. Produkt niestety wypadł najgorzej z wszystkich przeze mnie testowanych kosmetyków.

2. Normalizujący Żel Oczyszczający


Na początku zaskoczyła mnie konsystencja, która jest rzadsza niż w większości żeli. Bardzo szybko się do niej przyzwyczaiłam i stała się zdecydowanie łatwiejsza w użytkowaniu. Żel bardzo łatwo rozprowadzić po skórze i do umycia twarzy wystarczy jedna pompka (używam go regularnie od 3 miesięcy i jeszcze trochę go zostało!).
Zapach kojarzy mi się z żelkami ananasowymi, jest bardzo przyjemny, co działa na plus produktu.
Jego działanie jest u mnie rewelacyjne. Skóra jest czysta, ale nie ściągnięta, a przy regularnym stosowaniu zauważyłam niewielkie wyrównanie kolorytu (duże przebarwienia jednak nadal są)! Jest to jeden z najlepszych produktów oczyszczających, jakie miałam i na pewno do niego wrócę!

Podsumowanie: HIT! Bardzo polecam, szczególnie cerom tłustym, mieszanym i trądzikowym.

3. Lekki Krem Normalizujący


Względem tego kremu mam mieszane uczucia. Jest bardzo lekki, szybko się wchłania, mam wrażenie, że reguluje nieco produkcję sebum i powstawanie zaskórników.
Niby nadaje się idealnie pod makijaż, a jednak nie do końca. Przy regularnym stosowaniu potrafi miejscowo przesuszyć i uwydatnić suche skórki, więc nie każdy podkład będzie wyglądał na nim dobrze.
Najbardziej powinien odpowiadać cerom tłustym. W przypadku mieszanych (takich jak moja) nie zawsze się sprawdzi.

Podsumowanie: Ciekawa opcja kremu pod makijaż, ale stosowana tylko okazjonalnie. Codzienne używanie kremu może przesuszyć skórę.

4. Krem-maska Nocna Regeneracja


Po nazwie produktu spodziewałam się bardzo mocnego nawilżenia. Krem ma delikatnie herbaciany zapach i gęstą, treściwą konsystencję. Wchłania się jednak zaskakująco szybko i pozostawia skórę lekko napiętą (na początku trochę przeszkadzało mi to uczucie). Jeżeli chodzi o poziom nawilżenia, to wcale nie jest duży. Spokojnie można używać go jako zwykłego kremu na noc, dla cer suchych może być nawet niewystarczający. Sama najbardziej polubiłam go do stosowania pod krem (w tym przypadku nakładałam jednak mniejszą porcję kremu niż zwykle). Z jednej strony, trochę się rozczarował przez to moje początkowe nastawienie, z drugiej jednak nie mogę powiedzieć, że to zły produkt. Warto mieć po prostu na uwadze, że wcale nie nawilża bardzo mocno.

Podsumowanie: Jest w porządku, ale dla mnie za mało nawilżający na co dzień.

5. Kremowa Pianka Oczyszczająca



Pianka to dość nowy produkt w ofercie Pure by Clochee. Ma rzeczywiście mocno kremową, ale przy tym zbitą i nieprzelewającą się przez palce konsystencję. Najbardziej lubię używać jej rano, aby oczyścić i odświeżyć skórę. Działanie pianki jest delikatne, ale daje radę również w wieczornym oczyszczaniu! Minus jest jeden – zapach, który nie do końca mi pasuje. Nie jest taki jak większości produktów. Nie jest jednak zły, bo miewałam pianki, które były prawdziwymi śmierdziuchami. Sama określiłabym go jako średni, ale bliżej mu do neutralnego niż nieprzyjemnego.

Podsumowanie: Przyjemna w użyciu, dobrze oczyszcza, mogłaby mieć inny zapach.

6. Wygładzający Peeling Enzymatyczny


Do tego produktu podchodziłam z pewną dozą niepewności. Pewnie większość z Was słyszała o peelingu enzymatycznym z Tołpy (a może nawet go testowała), który zbiera głównie pozytywne opinie. Dla mnie był fatalny – nie dość, że śmierdział, podrażniał, a twarz mnie po nim piekła, to jeszcze nie dawał rady ze zrogowaciałym naskórkiem i po jego użyciu pojawiały mi się suche skórki, które mocno uwydatniał np. podkład i puder. Na szczęście tutaj żadna z powyższych sytuacji nie miała miejsca. Peeling ma delikatny, owocowy zapach, a konsystencja przypomina krem. U mnie nie pojawia się żadne podrażnienie.
Producent zaleca trzymać produkt na twarzy przez 10 minut, ale ja z czasem wydłużyłam go do 15-20 i wtedy lepiej się u mnie sprawdza. Skóra po jego użyciu jest miękka i wygładzona. Jestem bardzo zadowolona z jego działania. Nada się dla cer wrażliwych i naczyniowych.

Podsumowanie: Nada się dla każdej cery, nie podrażnia, skóra po jego użyciu jest bardzo miękka!

Wpis wyszedł dość długi, jak na mnie, ale w końcu trochę tych produktów tutaj było. Najgorzej zdecydowanie spisał się płyn micelarny, który jako jedyny w ogóle się u mnie nie sprawdził (bo podrażnienie oczu go dyskwalifikuje). Najbardziej za to pokochałam żel oczyszczający, a na drugim miejscu peeling enzymatyczny. 

Ogólnie marka Pure by Clochee miło mnie zaskoczyła. Nie każdy produkt był idealny, ale dobre składy zachęcają mnie do tego, by poznać w przyszłości resztę asortymentu. Chętnie wypróbuję również kosmetyki Clochee. 

Jestem ciekawa, czy znasz któryś z tych kosmetyków? Jakie są Twoje wrażenia, podobne do moich, a może zupełnie inne? Planujesz kupić coś z tej marki? 



Udostępnij przez Facebook Udostępnij przez Twitter Udostępnij przez Google+