Wibo Neutral Eyeshadow Palette – obraz posta

Wibo Neutral Eyeshadow Palette

Paleta Wibo Neutral Eyeshadow Palette swego czasu zrobiła sporo szumu. Kupiłam ją, gdy była nowością i po kilku miesiącach używania mogę bez problemu powiedzieć, co o niej sądzę.

Nie zawsze mam czas, aby użyć cieni do powiek, ale ostatnio uległo to zmianie i po krótkiej przerwie wróciłam do palety z Wibo. Markę bardzo lubię i z reguły nie zawodzę się na ich produktach. Gdy kupowałam tę paletę, byłam nastawiona, że dostanę dobry produkt. A jak było naprawdę?

Paleta składa się z 15 cieni (8 matów i 7 połyskujących). Jest zamknięta w tekturowym, solidnym opakowaniu, a w środku znajduje się lusterko, które jest wystarczające do zrobienia makijażu. Jedynym minusem pudełka jest to, że bardzo szybko się brudzi i ciężko je doczyścić.

Jeżeli chodzi o pigmentacje, jest ona niestety bardzo różna. Niektóre cienie są dobrej jakości, znajdą się tu również średniaki, ale część jest po prostu bardzo słaba. 
Cienie łatwo się blendują, nie ma raczej problemów z osypywaniem. Niestety jeżeli nie nałożę bazy, cienie nie wytrzymają całego dnia na swoim miejscu (chodzi tu głównie o maty, bo z cieniami błyszczącymi jest zdecydowanie lepiej w tej kwestii). Przy niektórych makijażach pod koniec dnia nie było śladu, że w ogóle nałożyłam coś na powiekę. Dziwi mnie to trochę z tego powodu, że cienie zawsze kładę na przypudrowany korektor, tutaj nie jest to wystarczające.
To, co jest ważne przy użytkowaniu tej palety, to nakładanie cieni połyskujących za pomocą palca. Pędzlem nie da się zaaplikować tego produktu, bo wtedy się osypuje, a na powiece wciąż nic nie ma. 

1. magic touch – szampański cień połyskujący; nada się do wewnętrznego kącika, ale ja najczęściej używam go na środek powieki; mój faworyt jeżeli chodzi o cienie błyszczące z tej palety

2. sparkling nude – rudawy, ciepły cień połyskujący

3. sweet toffie – połyskująca, ciepła miedź wpadająca w brąz

4. most wanted – połyskujący brąz

5. graphite fantasy – połyskujący, zimny grafit; tego cienia używałam tylko raz, bo jednak wolę cieplejsze kolory


6. light fantasy – matowa biel o bardzo złej pigmentacji; dawałam temu kolorowi kilka szans, ale niestety jest to zdecydowanie najgorszy cień z palety, który do niczego się nie nadaje

7. peach cream – matowy, ciemniejszy beż; sprawdzi się jako baza pod pozostałe cienie, bo niestety ma średnią pigmentację

8. summer breeze – matowy, ciepły, jasny brąz; mój ulubiony mat z tej palety, co jest widoczne po zużyciu

9. bitter chocolate – ciemny, połyskujący brąz; do ciemniejszych makijaży

10. night heaven – ciemna, połyskująca szarość; jest mniej rozdrobniony od pozostałych błyszczących cieni, ale bardzo dobrze napigmentowany; nada się do ciemnych, wieczorowych makijaży


11. naked look – jasny, matowy beż; dobry na całą powiekę jako podstawa dla innych cieni

12. secret eye – bardzo jasny, matowy brąz

13. milk chocolate – chłodny, ciemny, matowy brąz; nada się do zewnętrznego kącika

14. warm soil – ciemny, ciepły, matowy brąz; dobry do zewnętrznego kącika; mój drugi ulubiony wśród matów

15. smoky black – matowa czerń, która niestety jest dość słabo napigmentowana

Do tej palety mam mieszane uczucia. Z jednej strony odpowiada mi większość kolorów, ale części nie używam przez zbyt słabą pigmentację. Wiedząc to, co wiem teraz, nie kupiłabym tej palety ponownie, bo lepsze jakościowo, a za podobną cenę, można znaleźć z Makeup Revolution. Paleta może zadowolić osoby, które dopiero zaczynają zabawę z makijażem lub używają cieni sporadycznie. Na pewno nie da się zrobić nią krzywdy, bo cienia wręcz trzeba dokładać, jeśli chce się uzyskać mocniejszy efekt. Tym razem nieco zawiodłam się na Wibo, ale patrząc na cenę tego produktu nie jest aż tak źle, jak mogłoby być. 

Ktoś z Was miał tę paletę? Jak się u Was sprawdziła? 



Udostępnij przez Facebook Udostępnij przez Twitter Udostępnij przez Google+