Zachomikowane: Podkłady – obraz posta

Zachomikowane: Podkłady

Podkłady to dla wielu podstawa makijażu. Sama bardzo często po nie sięgam i z tego powodu trochę ich uzbierałam. 


Odkąd zaczęłam stosować podkłady mineralne, te tradycyjne poszły w odstawkę i czekają, aż w końcu je zużyję. Może dzisiejszy wpis pomoże mi uporządkować nieco sprawy związane właśnie z podkładami. 


Na początku swojej przygody makijażowej sięgałam po zwykłe podkłady, potem zastąpiłam je kremami BB, a teraz stosuję właśnie minerały. To pokazuje, jak wiele alternatyw mamy, gdy chodzi ten rodzaj produktu. Każdy może znaleźć coś dobrego dla siebie. 




1. Lasting Finish (200), Rimmel


Na początek całkiem niezły podkład. Mój kolor jest dla mnie nieco za ciemny (drogeryjne światło robi swoje), więc muszę go rozjaśniać. 

Ogólnie podkład od Rimmel zawsze gdzieś tam leżał na półce i czasem po niego sięgałam. Nigdy go nie chwaliłam, w sumie nic o nim nie mówiłam. Mogłoby się wydawać, że jest przeciętny albo słaby, ale nie! Złego słowa również o nim nie powiem, bo wad nie zauważyłam. Krycie średnie z plusem, świecenie skóry standardowe (po kilku godzinach), wygląd w porządku. Dla mnie to taki dobry podkład, ale bez fajerwerków. W razie potrzeby można po niego bez problemu sięgnąć, jednak podczas używania ma się ochotę znaleźć coś jeszcze lepszego. 


2. Healthy Mix (52), Bourjois


Kupiony ze względu na wielokrotne polecanie przez Maxineczkę. Tylko nie wzięłam pod uwagę, że mamy zupełnie inne cery. Healthy Mix to silnie nawilżający podkład o wyraźnie żółtych tonach. Nada się dla osób z cerą suchą i poszarzałą. Niestety na mojej tłustej cerze dobrze wygląda tylko przez godzinę, potem bardzo mocno się po nim świecę. 

Na pochwałę zasługuję jednak fakt, że podkład wygląda bardzo naturalnie, świeżo, a cera nabiera zdrowszego wyglądu. Nie ma również problemu z warzeniem się lub podkreślaniem załamań skóry.




3. Fit Me (105), Maybelline


Matujący produkt od Maybelline zrobił furorę w blogosferze, gdy pojawił się na naszym rynku. Mnie też się podobał... do czasu. A dokładniej do dnia, w którym mnie zapchał. Przy długotrwałym stosowaniu całą twarz miałam w podskórnych grudkach i teraz mogę sobie pozwolić tylko na nałożenie tego podkładu raz na jakiś czas. Osobom z tendencją do zapychania nie polecam tego próbować. 

Jeśli jednak przymkniemy oko na ten mankament, mamy do czynienia z nie najgorszym produktem. Ma nietypową konsystencję (jest rzadki, ale w dotyku czuć pewnego rodzaju matowość). Trzeba go dość sprawnie rozprowadzić, aby nie smużył. Na twarzy trzyma się wiele godzin i rzeczywiście dłużej trzyma mat. Wygląda naturalnie, a krycie ma średnie (na większe niedoskonałości korektor będzie konieczny). 

Na uwadze warto mieć również to, że ciemnieje i bladziochy nie znajdą w gamie kolorystycznej czegoś dla siebie. 


4. Fluid rozświetlający (03), Lirene


Nie wiem, ile mam już ten produkt, ale chyba powinnam go wyrzucić. Od dawna go nie używam, a jest to jeden z moich pierwszych podkładów. Delikatny i rozświetlający fluid, który dobrze mi się sprawdzał, gdy nie miałam problematycznej skóry. Używałam niewielkiej ilości dla wyrównania kolorytu. Wtedy miałam suchą skórę, więc rozświetlenie sprawiało, że wyglądała lepiej. Teraz chyba nie byłabym zbyt zadowolona z tego produktu, ale dla młodszej mnie był naprawdę niezły. 




5. Morning Baby BB Cream, Miss Sporty


Bubel. 

Koniec. 

Dobra, uzasadnię. Brzydki, ciemny kolor, fatalnie wygląda na skórze i jest bardzo ciężki. 


6. Perfect Cover BB (21), Missha


Byłby to idealny krem BB dla mnie. Na twarzy wygląda pięknie i bardzo naturalnie. Nie świecę się po nim szybko. Krycie jest dobre. Po pierwszym użyciu byłam zachwycona i myślałam, że znalazłam ideał. Niestety mój ideał mocno mnie zapchał. Przez kilka tygodni leczyłam skutki jego użycia. Szkoda, bo zapowiadał się bardzo dobrze. 


7. Holi Pop (matujący), Holika Holika


Tutaj największym problemem jest szary kolor, który niewielu osobom będzie pasował. Nie mam możliwości używania go solo, bo koniecznie muszę go zażółcać, więc nie mogę dokładnie się o nim wypowiedzieć. 

Krem rzeczywiście nieco matuje, krycie ma dobre, ale jest trochę ciężki.




8. Podkład mineralny (Barely Buff), Lily Lolo


Miniaturka podkładu od Lily Lolo. Miałam trzy kolory i został mi tylko ten jeden. Produkt dobry, ale dla mnie gorszy (ze względu na mniejsze krycie) od produktu, który opisuję poniżej. Sama bardziej polecam Annabelle Minerals. 


9. Podkład matujący (Golden Fair), Annabelle Minerals


Kocham ten podkład. Mój ulubieniec, którego od kilku miesięcy używam codziennie. Lekki, dobrze wyglądający i niepogarszający stanu mojej cery. 

Nie daje mocnego krycia, ale w duecie z korektorem świetnie się spisuje. 




10. White mixer, Kobo


Na koniec produkt, który nie jest podkładem, ale ma z nim bezpośredni związek. Mixer z Kobo idealnie radzi sobie z rozjaśnianiem podkładów. Nawet niewielka jego ilość potrafi dużo zdziałać. Rozjaśniony kosmetyk dalej ma swoje właściwości i nie zyskuje różowych tonów. Bardzo przydatny gadżet i wielokrotnie mi się przydał. 


Za jakiś czas postaram się zaktualizować wpis o swatche tych podkładów. Aktualnie niestety codziennie jest tak fatalne światło, że nie jestem w stanie zrobić zdjęć. Za jakiś czas być może zaopatrzę się w lampę, aby pogoda już mi nie przeszkadzała. 


Które z powyższych podkładów znasz? A jakie inne polecasz? 


PS Na profilu na instagramie ruszyło rozdanie, na które serdecznie zapraszam! 



Udostępnij przez Facebook Udostępnij przez Twitter Udostępnij przez Google+