Denko #5/2018 – obraz posta

Denko #5/2018

Kosmetyk najlepiej ocenić po jego całkowitym zużyciu. Zapraszam Cię na porcję mini recenzji! 

Ostatnio zużywanie kosmetyków idzie mi bardzo wolno, co widać po tym, jak rzadko pojawia się tutaj denko. Tego typu wpisu nie było już ponad trzy miesiące, więc pomyślałam, że warto zrobić aktualizację i napisać nieco o produktach, które wykończyłam. 

Jak zwykle przeważać będzie pielęgnacja, bo zdecydowanie szybciej zużywam kosmetyki z tej kategorii. Mam jednak do pokazania również nieco kolorówki, której czas się pozbyć. 

W niektórych nazwach produktów znajdują się linki do pełnych recenzji. 

KOLORÓWKA:


1. Tusz wydłużający + szczoteczka pogrubiająca, Mystki Warsaw

BEZ-NA-DZIE-JA! Na tym mogłabym zakończyć opis tego produktu, ale chyba wypadałoby być nieco bardziej konstruktywnym. 

Na temat tego tuszu powstał oddzielny wpis. Dawno nie byłam tak rozczarowana żadnym produktem. Jego główną wadę jest to, że... nie robi nic. A tym samym jest bublem nad bublami, kupując go, jedynie stracimy pieniądze. 

2. Tusz Volumix Fiberlast, Eveline

Było o bublu, to teraz zmiana o 180 stopni. To był mój pierwszy tusz z Eveline i jestem nim zachwycona. Zdecydowanie najlepsza maskara, jaką miałam okazję używać. Wydłuża, pogrubia i unosi rzęsy. Wady? Nie zauważyłam. Nie osypuje się, nie robi plam, nie rozmazuje się. Dla niektórych minusem może być dość rzadka konsystencja, ale łatwo się do niej przyzwyczaić.
Teraz mam srebrną wersję tej maskary i słyszałam, że jest jeszcze lepsza. Już się nie mogę doczekać, aż to sprawdzę! 

3. Korektor Liquid Camouflage, Lovely

Też już o nim pisałam. Korektor z Lovely bardzo mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się, że za tak niską cenę otrzymam naprawdę dobry produkt. Jest to jeden z lepiej kryjących korektorów drogeryjnych. Dobrze wygląda pod oczami (pod warunkiem, że go nie pudruję!), nie wchodzi w załamania powieki i utrzymuje się na skórze cały dzień. Mam już kolejne opakowanie i na pewno będę jeszcze wiele razy do niego wracać. 
Minusem może być wydajność – opakowanie wydaje się duże, ale korektor osadza się na ściankach i nie da się go wygrzebać. 

PIELĘGNACJA CIAŁA:

4. Orzeźwiający olejek do kąpieli, Roge Cavailles


Produkt ładnie pachniał – cytrusowo. Mył skórę i łatwo się z niej spłukiwał, ale nie zauważyłam jakiegoś wyjątkowego działania. W ogóle nie nawilżał, był po prostu przeciętny. Lepiej sprawdzają mi się np. żele z Dove, które od lat są moim stałym ulubieńcem. 

5. Peeling kawowy, Biolove


Bardzo dobry peeling, szkoda, że nie wystarczył na długo (chociaż w porównaniu z cukrowym peelingiem marki, ten cieszył się większą wydajnością). Ładnie pachniał (mnie kojarzył się z kawą i czekoladą), dobrze zdzierał warstwę rogową naskórka i pozostawiał skórę miękką oraz nawilżoną.
Uwielbiam peelingi kawowe i ten bardzo dobrze się sprawdził. 

6. Krem kokosowy, Miya


Krem Miya jest uznawany za wielofunkcyjny. Głównie jednak poleca się go do twarzy. Tak właśnie go używałam i byłam zachwycona jego lekkością oraz zapachem. Niestety produkt mnie zapchał. Resztę zużyłam do rąk – tutaj sprawdził się bez zarzutu.  

PIELĘGNACJA TWARZY:

7. Płyn micelarny, BeBeauty


Kupiłam go już dawno temu, ale niestety kompletnie nie nadawał się do demakijażu. Oczy piekły po nim niemiłosiernie, a twarz była zaczerwieniona. Płyn zużyłam do zmywania swatchy i czyszczenia opakowań. Dla mnie jest to kolejny bubel. 

8. Pianka z przywrotnikiem, Tess


Początki z tą pianką nie należały do najłatwiejszych, ale ostatecznie stwierdzam, że jednak ją polubiłam. Pianka nie przekonała mnie swoim specyficznym zapachem, ale działanie mi to wynagrodziło. Skóra po jej użyciu jest czysta i delikatnie nawilżona. Samo używanie produktu nie sprawiało żadnych problemów – pompka działała bez zarzutu, a konsystencja pianki była na tyle gęsta, że nie przelewała się przez palce. Polecam! 

9. Czarna maska detox, Tołpa


Z tą maską polubiłam się od pierwszego użycia. Moja skóra domaga się produktów oczyszczających, więc z chęcią takie testuję. Maska Tołpy pozostawiała skórę odświeżoną i czystszą. Część zaskórników otwartych zniknęła, a ujścia mieszków włosowych zostały zwężone.
Polubiłam ten produkt, więc bardzo możliwe, że jeszcze kiedyś po niego sięgnę. 

PIELĘGNACJA  UST:


10. Balsam rumiankowy, Alterra

Moja ulubiona pomadka do ust. Nic nie nawilża ich jak ten niepozorny balsam. Do tego ma niską cenę, więc warto ją wypróbować. 

11. Balsam miętowy, EOS

EOS to dla mnie trochę taki gadżet. Ładnie wygląda, ma ciekawy zapach, ale jeśli chodzi o nawilżenie, to jest ono średnie. Mimo to bardzo lubię ten balsam – dobry do codziennego stosowania, nadaje się pod matowe pomadki. Uważam jednak, że nie jest wart swojej standardowej ceny i warto czekać na promocje. 

12. Pomadka ochronna (mango), Vianek 

Nie jest tak dobra, jak Alterra, ale zapach całkowicie mnie kupił. Czuć tu soczyste mango, które chciałoby się zjeść. Ochrona ust również jest na wysokim poziomie i na co dzień mi wystarcza. Na pewno jeszcze do niej wrócę! 

Dwanaście produktów to niewiele, jak na czas, który minął od ostatnich zużyć. Plusem jest jednak to, że w ciągu tych kilku miesięcy i tak więcej wyrzuciłam, niż kupiłam. Minimalizm, który był planem na ten rok, zdecydowanie mi się udał!

A jak jest z tym u Ciebie? Dużo zużywasz? 



Udostępnij przez Facebook Udostępnij przez Twitter Udostępnij przez Google+