Miesięcznik: Podsumowanie października #18 – obraz posta

Miesięcznik: Podsumowanie października #18

Październik minął mi naprawdę szybko... Chyba muszę wymyślić jakiś inny tekst, bo odnoszę wrażenie, że piszę tak co miesiąc! 

Październik wiązał się z moim powrotem na studia. Sprawia to, że na wszystko mam nieco mniej czasu. Jeszcze nie do końca przestawiłam się na ten uczelniany tryb.

Ostatnio pisałam o tym, co postanowiłam w sprawie blogowanie. Możesz poczytać na ten temat: tutaj. W skrócie powiem jednak tyle – teraz wpisy będą pojawiać się w poniedziałki. 

A jak wyglądał u mnie październik pod względem popkulturowym? 

Filmy i seriale

Ten miesiąc to czas powrotów wielu seriali, ale ja albo nie mam ochoty ich oglądać, albo nie mam na to czasu. Jedynie udało mi się obejrzeć połowę najnowszego sezonu Daredevila, który dalej trzyma poziom oraz bieżące odcinki Riverdale, które są niestety tragiczne. Więcej na temat seriali wypowiem się, gdy po prostu je skończę. 


Filmowo nie jest dużo lepiej. Nie przypominam sobie, abym oglądała jakiś film oprócz Venoma, na którego wybrałam się dwa dni temu.
Venom podobał mi się średnio, był takim przeciętniakiem. Proporcje filmu były nieco zaburzone – dłużący się początek i szybko tocząca się akcja na koniec, bo w końcu przydałoby się pokazać jakąś fabułę. Znalazło się tutaj sporo schematów, a z niektórych scen wręcz się śmiałam (i to nie były sceny komediowe).
Ogólnie nie było jednak tragicznie. Film nie nudził, co moim zdaniem jest najgorszą rzeczą, jaką film robić może, więc źle nie jest. Dla mnie Venom to produkcja na jedno obejrzenie, sama raczej już do niej nie wrócę. 

Książki

Mam wrażenie, że w tym miesiącu mało czytałam, a mimo to skończyłam pięć książek! Nie mam pojęcia, kiedy to się stało. 

Fangirl, Rainbow Rowell – Na tę książkę jestem zła. A ta złość ma dwa powody. Po pierwsze czytałam "Eleonorę i Parka" tej autorki i była to cudowna opowieść. Po drugie czuję się oszukana. Dlaczego? Ponieważ czytam sobie zachwalaną książkę, uczucia do niej mam dość mieszane, ale raczej pozytywne, aż nagle (po przeczytaniu 2/3 książki) okazuje się, że ja czytam jakieś romansidło! Nie rozumiem, dlaczego autorzy nie potrafią stworzyć książki, w której wątek miłosny nie wyjdzie na pierwszy plan. Ostatnie kilkadziesiąt stron Fangirl różniło się od poprzednich i było po prostu nudne. Ciągle czytało się o tym samym. O ile cała powieść nie była powalająca, bo miała sporo gorszych momentów, tak ten końcowy wątek zadecydował, że jestem na nie. 


Okrutny Książę, Holly Black – A tu mamy odwrotną sytuację, bo raczej pierwsza połowa była gorsza. Ogólnie książka opowiada o dziewczynie, która trafia do Krainy Elfów, w której sama musi zapracować na szacunek. Mamy tutaj sporo magii, trochę intryg, ale również typowych dla młodzieżówek wątków.
Pierwsza połowa książki nie zachwyca. Mamy tutaj dużo drobnych sytuacji, które nic nie wnoszą. Schemat goni schemat i do powieści nie wracałam chętnie. Zmiana następuje w momencie, gdy w końcu zaczyna się główna fabuła książki. Wtedy wszystko staje się zdecydowanie ciekawsze i widać, że do czegoś to prowadzi. Historia zdołała mnie do siebie przekonać, więc dam jej na pewno jeszcze szansę w drugim tomie. Liczę, że będzie już tylko lepiej. 

Szeptucha, Katarzyna Berenika-Miszczuk – Czytanie polskich autorów trwa dalej! Seria "Kwiat Paproci" podbiła serce wielu, a mnie jej opis zaciekawił na tyle, że musiałam po nią sięgnąć. Książka opowiada alternatywną historię Polski: co by było, gdyby Mieszko I nie przyjął chrztu? Akcja toczy się w XXI wieku, ale zachowana została kultura słowiańska. Mamy tutaj wierzenia w słowiańskich bogów i upiorów. Główną bohaterką jest Gosia, która chce zostać lekarzem, ale najpierw musi odbyć staż u Szeptuchy.
Bardzo doceniam pomysł pani Katarzyny, bo jest to strzał w dziesiątkę. Jeżeli chodzi o główną fabułę, to w pewnym momencie poszła ona w zupełnie inną stronę, niż się spodziewałam. Myślałam, że całość bardziej skupi się na naukach u Szeptuchy, a okazało się, że mieliśmy tu do czynienia z czymś większym.
Książkę ogólnie czytało mi się przyjemnie, ale są dwie rzeczy, których zdzierżyć nie mogę. Występuję tutaj coś na kształt motywu od szarej myszki do bohaterki, a ja tego nie znoszę. Nasza Gosia okazuje się trochę za bardzo wyjątkowa, co tylko drażni. Druga sprawa to bohaterowie (szczególnie Ci drugoplanowi), którzy są dość słabo napisani. Nawet jeżeli występują dość często, to mają tylko przypisaną jedną cechę i ciągle są przedstawiani właśnie przez jej pryzmat.
Mimo wszystko mam w planach sięgnąć po kolejne tomy, aby zobaczyć, jak to wszystko się rozwinie. 

Buntowniczka z Pustyni oraz Zdrajca Tronu, Alwyn Hamilton – Tutaj dużo pisać nie będę, bo jestem w trakcie czytania ostatniej części. Skończę ją w listopadzie i wtedy napiszę o serii więcej. 

Na tym kończę dzisiejszy wpis. Jak Tobie minął październik? 



Udostępnij przez Facebook Udostępnij przez Twitter Udostępnij przez Google+