Miesięcznik: Podsumowanie września #17 – obraz posta

Miesięcznik: Podsumowanie września #17

Jesień zaczęła się na dobre, już tęsknię za latem. A jak u Ciebie wygląda sympatia do tej pory roku? 

Wrzesień minął mi ekspresowo, szczególnie dlatego, że w drugiej połowie się przeziębiłam i przeleżałam sporo dni w łóżku – tym samym nie zrobiłam wielu rzeczy, które miałam w planach. 

Blog

Blogowo było bardzo słabo. Prawie nie byłam aktywna tu i w Social Mediach. Teraz jednak już naprawdę wracam do regularności. Brakowało mi pisania! 

Filmy

Skrzypek na dachu – Zaczynając oglądać ten film, nie miałam zielonego pojęcia, o czym on jest. Bardzo miło się zaskoczyłam, bo spodziewałam się raczej, że tematyka nie trafi w mój gust. Całość była jednak świetnie zrealizowana: zarówno pod względem aktorskim, jak i pod względem piosenek i całego filmu. Było sporo zabawnych momentów, ale również tych smutnych. Wszystko zostało idealnie wyważone i mnie osobiście zachwyciło. Bardzo polecam obejrzeć Skrzypka każdemu, kto jeszcze go nie widział!


Sierra Burges jest przegrywem – Film, co do którego mam mieszane uczucia. Wydawać by się mogło, że to taka zwykła młodzieżówka, ale mam pewne zastrzeżenia. A raczej zastrzeżenie w postaci głównej bohaterki. Bardzo poraziła mnie jej postawa i morał płynący z filmu. Otóż tytułowa Sierra jest osobą z nadwagą, o przeciętnym wyglądzie (sama określa się jako brzydką). Ma kompleksy, chociaż pokazuje siebie jako silną i tłumi te uczucia w sobie. A teraz zaskocznie: Bohaterka o taki stan rzeczy obwinia wszystkich... prócz siebie. Uważa, że jej nadwaga to wina matki, bo matka jest piękna, a przekazała jej złe geny (wait... what?). Jej przeciętny wygląd jest winą wszystkich tych, co są ładniejsi. Świat jest niesprawiedliwy, a ona pokrzywdzona. Nawet przez chwilę nie pomyślała, że może to kwestia tego, że nic z sobą nie robi – nie zadba o siebie, nie przejdzie na dietę, nie zacznie ćwiczyć, tylko będzie użalać się nad sobą.
Dodatkowo pod koniec filmu pokazuje swoją prawdziwą twarz i z powodu nieporozumienia mści się na koleżance. A jej zachowanie nie zostaje skrytykowane. Wręcz przeciwnie na koniec nasza Sierra otrzymuje jeszcze nagrodę i kończy z happy endem. Naprawdę dziwna sprawa, a można było pokazać tę historię zupełnie inaczej. 


The Kissing Booth – Pewnie nie powinnam pisać o filmie, którego nie obejrzałam do końca, ale fakt, że wyłączyłam go w połowie, o czymś świadczy. Młodzieżowa komedia romantyczna, która ciągnie się jak flaki z olejem. Komedią też nie za bardzo jest, bo mnie nie rozbawiła.
Fabuła wygląda tak: Jest sobie dziewczyna, która ma najlepszego przyjaciela od urodzenia (dosłownie, bo urodzili się tego samego dnia). Razem z nim ustala pewne zasady, a jedną z nich jest to, że brat przyjaciela ma być dla niej poza zasięgiem. W tym momencie można się domyślić, co działo się w filmie.
Co sprawiło, że nie byłam w stanie tego obejrzeć? To, że główna bohaterka jest najzwyczajniej w świecie głupia. Nagle zaczyna zachowywać się irracjonalnie i można wnioskować, że zupełnie inaczej niż zwykle. A dlaczego tak się zachowuje? Dlatego, aby w filmie można wprowadzić 10 podobnych do siebie sytuacji (dama w opresji ratowana przez obiekt westchnień).  Miałam wrażenie, że każde 10 minut filmu to prawie ten sam scenariusz. Pytam się: po co? 

Serial


The 100 - Słyszałam o tym serialu bardzo dużo. Wiele osób się nim zachwyca. Wiedziałam, że jest to serial młodzieżowy, więc nastawiałam się na niewymagającą rozrywkę. Niestety zdołałam obejrzeć tylko 4 odcinki, w których nic się nie działo. Tę produkcję można skomentować tylko jednym słowem – NUDA. Czasem zastanawiam się, czy w ogóle była tam jakaś fabuła, bo naprawdę nic się w tym serialu nie działo. Bohaterowie są bardzo nijacy, więc nawet oni nie zdołali zatrzymać mnie na dłużej. The 100 mówię zdecydowane nie i powrotów nie planuję. 

Książki

Tym razem przeczytałam trzy razy mniej niż ostatnio. Planowałam zdecydowanie więcej, ale niestety się nie udało. Październik zapowiada się jednak lepiej pod tym względem. 

Pochłaniacz, Katarzyna Bonda – Nie będę się rozpisywać, bo na temat tej książki powstał oddzielny wpis. Wspomnę tylko, że na tej pozycji nieco się zawiodłam. 

Krew Elfów, Andrzej Sapkowski – Czytania polskich autorów ciąg dalszy. Opowiadania o Wiedźminie przeczytałam już jakiś czas temu, ale dopiero niedawno w końcu sięgnęłam po sagę. Jestem po pierwszym tomie, który nie wciągnął mnie tak, jak te krótsze historie, ale źle również nie było. Momentami zabrakło mi akcji i jeden rozdział nieco mnie znudził, jednak całość czytało się dobrze, a ja już zabieram się za kolejną część. 

Do wszystkich chłopców, których kochałam, Jenny Han  – Może dziwić Cię fakt, że znowu wspominam o tym tytule, jednak miesiąc temu mówiłam o filmie. Teraz nadrobiłam również książkę. Jeżeli chodzi o różnice między ekranizacją a pierwowzorem, to trochę ich było – książka była pod wieloma względami nieco bardziej rozbudowana, momentami różniła się również motywacja bohaterów, a część wątków została inaczej rozwiązana. Co było lepsze? Nie da się stwierdzić. Miło spędziłam czas w obu przypadkach. Książka mogłaby jednak zostać nieco lepiej napisana, bo pod względem języka szału nie było i niektóre fragmenty brzmiały dziwnie.
Wiem, że istnieją jeszcze dwie kolejne części, jednak nie zostały one jeszcze wydane w Polsce. Kiedyś jednak z chęcią po nie sięgnę. 

To by było na tyle. A co nowego słychać u Ciebie? 



Udostępnij przez Facebook Udostępnij przez Twitter Udostępnij przez Google+