Ulubieńcy lutego i marca – obraz posta

Ulubieńcy lutego i marca

W zeszły poniedziałek nie było wpisu z powodu Wielkanocy. Dzisiaj wracam do Ciebie ze zwiększoną energią i ulubieńcami ostatnich dwóch miesięcy. 


Luty nie obfitował w produkty, które zasługiwały na miano ulubieńców. Mimo testowania nowych kosmetyków, do niektórych miałam pewne zastrzeżenie. Marzec poprawił się nieco pod tym względem, więc w końcu mam o czym pisać. 


Kolorówka i pielęgnacja podzieliły się po równo, w każdej kategorii znalazłam dwóch ulubieńców. Zastanawiałam się jeszcze, czy nie umieścić tutaj toniku z Bielendy, który jest naprawdę niezły, ale nie wiedziałabym, co o nim napisać. Drugim produktem, który również mógłby się tu znaleźć, jest płyn micelarny z Eveline, ostatecznie jednak stwierdziłam, że jest po prostu poprawny i czegoś mu brakuje. 




1. Kawowy peeling, Biolove


Kosmetyki Biolove są mi znane od jakiegoś czasu. Urzekły mnie swoimi opakowaniami, a część również zapachem. Z działaniem tych kosmetyków bywa różnie, czasem mnie zachwycają, a innym razem spotyka mnie rozczarowanie. Kawowy peeling to produkt, po który sięgnęłam z wielką chęcią i tym razem z pewnością się nie zawiodłam. Produkt ładnie pachnie, wygładza i lekko nawilża skórę. Jest nieco bardziej zbity od wersji cukrowej, a tym samym będzie chyba bardziej wydajny. Za parę tygodni planuję zrobić o nim oddzielny wpis. 


2. Krem Acnederm 


Produkt z apteki może nieco dziwić w tym zestawieniu, ale skoro jest nazwany kremem, nie mam oporów przed jego pokazaniem. Acnederm zawiera 20% kwas azelainowy, który świetnie sprawdza się w przypadku trądziku. Używam go punktowo na obszary zmienione. Już zdołał zlikwidować jedno przebarwienie, z którym długo walczyłam. Krem goi wykwity i zapobiega powstawaniu nowych. Przy jego stosowaniu ważna jest fotoprotekcja oraz rozważne używanie, aby nie doprowadzić do stanów zapalnych. 




3. Korektor Multi Mineral, Bell 


Po niezbyt udanej przygodzie z korektorem Bell z serii Hypoallergenic postanowiłam dać firmie jeszcze jedną szansę. Okazało się to słuszną decyzją, bo za niewielką cenę dostajemy niezły korektor pod oczy. Normalnie można kupić ten produkt za około 10 złotych, ale mi udało się dorwać go za nieco ponad połowę ceny. Tym samym jest to najtańszy korektor, jaki miałam. 

Nie nazwę go idealnym, bo ma dwie cechy, które przez wielu będą uznane za wady, ale w moim przypadku nie okazały się dużą przeszkodą, by produkt stosować. Pozostaje pytanie, jakie to cechy?Po pierwsze korektor mocno ciemnieje, więc u osób z bardzo jasną cerą się nie sprawdzi. Dla mnie kolor jest na szczęście odpowiedni. Druga sprawa to poziom krycia – jest średni, nie radzi sobie całkowicie z moimi cieniami pod oczami, ale... żaden drogeryjny korektor sobie z tym nie radzi, dlatego nie narzekam. 

Czas jednak przyjrzeć się właściwościom korektora, które sprawiły, że stał się on moim ulubieńcem. Produkt ma bardzo lekką konsystencję, więc nie obciąża skóry pod oczami. Nie wchodzi w załamania powieki, nie ciastkuje się i wygląda świeżo. Skóra po przypudrowaniu jest gładka, bardzo podoba mi się efekt, jaki daje i z chęcią po niego sięgam. 


4. Mixer, Kobo


Na koniec rewelacyjny produkt, po który powinnam sięgnąć już dawno. Nie wiem, czy tak mocno zbladłam, ale wszystkie moje podkłady stały się dla mnie za ciemne. Aby temu jakoś zaradzić, sięgnęłam w końcu po mixer z Kobo. Jego użycie jest banalnie proste, w kilka sekund można uzyskać jaśniejszy odcień podkładu. Mixer nie zmienia konsystencji ani tonu naszego bazowego produktu (słyszałam, że niektóre tego typu produktu potrafią z żółtych podkładów robić nieco różowe). Sprawdza się u mnie świetnie i podejrzewam, że zagości na stałe w mojej kosmetyczce. 


Dzisiaj nie ma tego dużo, ale wiadomo, że liczy się jakość, nie ilość. Jestem ciekawa, którego z moich ulubieńców znasz lub planujesz poznać?  



Udostępnij przez Facebook Udostępnij przez Twitter Udostępnij przez Google+