Kosmetyczne nowości ostatnich tygodni

Dawno nie było u mnie żadnego wpisu z nowościami. Zazwyczaj kosmetyki kupuję pojedynczo, rzadko zdarzają mi się większe zamówienia. Tym razem jednak do koszyka wpadło dużo produktów, udało mi się również wygrać dwa konkursy, więc kosmetyków nieco jest.

Na pierwszy ogień idzie moje zamówienie z Kontigo. Sklep ostatnio zaszalał i zrobił mega promocję. Na kilka marek obowiązywała zniżka -70%! Starałam się kupować z rozwagą, ale niestety nie do końca mi się to udało. Pożegnałam swój minimalizm. Skusiłam się głównie na pielęgnację z Biolove. Są to kosmetyki naturalne, większość z nich posiada cudne zapachy.

1. Biolove, mus do ciała borówkowy oraz ciasteczkowy


Te musy chodziły za mną od dawna. Wielką fanką smarowania ciała nie jestem, ale słyszałam o tych produktach tyle dobrego, że musiałam po nie sięgnąć. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że opakowania są takie malutkie. Na zdjęciach wydawały się większe.

2. Biolove, krem do rąk brownie with orange oraz milk & honey


Aktualnie używam kremu malinowego, który pod względem zapachu nie do końca przypadł mi do gustu. Za to zapach brownie uwielbiam! Ostatnią wersję zapachową kupiłam, aby móc ją przetestować. Mam nadzieję, że się u mnie sprawdzi.

3. Biolove, mgiełka do ciała borówka oraz mango


Uwielbiam owocowe zapachy. Mgiełek używam z przyjemnością, chociaż nie są tak trwałe jak perfumy. Oba produkty oczywiście już powąchałam. Borówka jest cudna (przypomina nadzienie yogowafla), ale mango niestety nie pachnie jak mango. Z początku nie wiedziałam, z czym kojarzy mi się ten zapach, był słodki i cukrowy. Dopiero słowa siostry brzmiące "Fuuuj, marcepan", uświadomiły mi, że to właśnie to. Jeśli szukacie czegoś marcepanowego, to możecie spokojnie sięgnąć po ten produkt. Owocu ciężko w nim szukać. Szkoda, bo wiązałam z tą mgiełką duże nadzieje.
Jeśli chodzi o trwałość, jest ona bardzo słabiutka, więc kolejnych opakowań raczej nie kupię. Polecam hojnie spryskiwać się tą mgiełką.

4. Biolove, peeling do ciała kawowy oraz wiśnia z wanilią


Zaczęłam używać peelingów nieco bardziej regularnie. O tych słyszałam tyle dobrego, że musiały znaleźć się u mnie.


5. Mystik Warsaw, pigment

Zakochana od pierwszego użycia. Bardzo żałuję, że nie zdecydowałam się na więcej kolorów. Ten, który wybrałam, jest bardzo ładny i delikatny. Nadaje się na co dzień. Z jakości jestem bardzo zadowolona. Produkt charakteryzuje się dobrą pigmentacją, aksamitną konsystencją, łatwym nakładaniem i nieosypywaniem się. Czego chcieć więcej?

6. Mystik Warsaw, tusz i szczoteczka

Tusz zawsze się przyda. Na razie go nie otwierałam, pewnie poczeka jeszcze dwa lub trzy miesiące.

Za całość zapłaciłam około 60 złotych, a w cenach regularnych dałabym mniej więcej tyle za same musy! Naprawdę się opłacało. Jako gratis do zamówienia został dorzucony zielony lakier z moov. Nie do końca mój kolor, ale przyda się do zdobień. 

A skoro mowa już o Kontigo, to chwilę sobie ponarzekam. W sierpniu wygrałam konkurs na Instagramie sklepu. Na wysyłkę czekałam około sześciu tygodni. Uważam, że to bardzo długo. W ciągu tego czasu wysłałam do Kontigo dwie wiadomości i na pierwszą nie dostałam nawet odpowiedzi. Wiem, że możesz sobie pomyśleć, że się czepiam, a przecież dostałam te kosmetyki "za darmo", jednak tak naprawdę włożyłam trochę czasu w moją pracę konkursową. Organizacja konkursu do czegoś zobowiązuje, a tutaj nie wszystko zostało przemyślane. Widać, że Kontigo bardzo się stara, aby pokazać się z jak najlepszej strony. Nie można zaprzeczyć, że wyróżnia się pośród innych drogerii. Naprawdę lubię ten sklep, ale nie będę ukrywać, że po prostu nieco się zawiodłam.

7. Moov, matowe pomadki w płynie


W moje ręce trafiły wszystkie kolory tych pomadek. Już nieco je popróbowałam i wrażenia mam pozytywne. Myślę, że napiszę o nich więcej za kilka tygodni.

Drugą konkursową przesyłką była paczka od My Asia Beauty. Też czekałam na nią dość długo, bo ponad miesiąc.


8. Holika Holika, żel aloesowy

Mój ulubieniec. Używam go bez przerwy. Moje poprzednie opakowanie już powoli się kończy, więc na pewno się przyda.

9. Holika Holika, Holi Pop BB Cream Matte

Już go testowałam. Ma dość jasną i szarawą barwę. Od razu po nałożeniu wyglądam jak trup. Jednak po wykończeniu makijażu, krem dopasowuje się do odcienia skóry. Poczekam jeszcze miesiąc, aż nieco zblednę i zabiorę się za porządne testy.

10. Holika Holika, Pig Clear Blackhead 3step kit (No Water) 

Jestem tych plastrów ciekawa. Zazwyczaj tego typu rzeczy na mnie nie działają, ale o tych czytałam dobre opinie. Zobaczę, jak się spiszą.

11. Szampon siarkowy, Zdrój


A to zakup z apteki. Niestety choruję na ŁZS i choroba po raz kolejny właśnie dała o sobie znać. Chciałam zadziałać jak najszybciej, więc sięgnęłam po ten produkt. Jestem już po kilku pierwszych myciach i widać poprawę. Zastanawiam się, czy nie napisać o tym szamponie oddzielnego wpisu, ponieważ wiem, że sporo osób boryka się z ŁZS lub łupieżem i ten produkt mógłby okazać się ratunkiem. Jak skończę opakowanie, to pomyślę, jak go na blogu pokazać. 

Uff... Już koniec. Ledwo upchałam to w szafkach. Do końca roku planuję już nic nie kupować (oprócz kosmetyków, które mi się skończą i będą potrzebne nowe, chociaż wątpię, aby mnie to spotkało). Spodobała Ci się jakaś z nowości? A co wpadło ostatnio w Twoje ręce?

PS Dokupiłam dzisiaj jeszcze tonik ogórkowy z Ziaji, bo poprzedni mi się skończył. Na zdjęciach go nie ma, robiłam je kilka dni temu. Tonik jednak polecam, już kiedyś go miałam i sprawdzał się u mnie dobrze.