Denko #7/2017

Zużywanie kosmetyków idzie mi wolno, z czego z reguły się cieszę, bo rzadko trafiam na buble. Denko nie pojawia się regularnie, bo czasem nie mam nic do pokazania. Unikam zbierania opakowań po żelach pod prysznic, szamponach czy pastach do zębów, bo ciągle używam tych samych produktów, więc w końcu stałoby się to nudne. Dzisiaj zapraszam Cię na kolejną dawką zużyć. Jak wiadomo, najlepiej można ocenić produkt, gdy się skończy. Oprócz tego znajdzie się tu kilka kosmetyków z kolorówki, z którymi czas się pożegnać. 


1. Szampon Batiste original

Większość osób o nim słyszała, wszędzie można czytać zachwyty na jego temat, sama jednak nie uważam go za najlepszy suchy szampon. Takich produktów używam naprawdę rzadko, z tym nie do końca się polubiłam. Biały nalot, który zostawia, jest naprawdę uciążliwy. Jeśli chcę uzyskać dobry efekt, muszę użyć sporej ilości produktu, a to bardzo wpływa na jego wydajność. Mam jeszcze wersję egzotyczną tego szamponu i liczę, że z nią polubię się bardziej. Kiedyś dam szansę jeszcze wersji dla ciemnych włosów, ale do tych tradycyjnych nie zamierzam już wracać. 

2. Biolove, peeling borówkowy

Z tym produktem mam problem. Pisałam o nim wcześniej, porównywałam go z Nacomi,  znalazł się również w ulubieńcach. Miał piękny zapach i niezłe działanie, jednak po jakimś czasie stało się z nim coś dziwnego. Miałam jeszcze trochę ponad 1/5 opakowania, gdy peeling się rozwarstwił. Gdyby stało się z nim tylko to, winą obarczyłabym fakt, że jest to produkt naturalny. Wymieszałabym ze sobą warstwy i o problemie zapomniała. Tylko kosmetyk zmienił również barwę (z fioletowej na niebieską) i stracił swój zapach (stał się bezzapachowy). Bałam się używać go do twarzy, więc resztkę po prostu nałożyłam na stopy (co w sumie nie dało zbyt dużego efektu, bo peeling był za słaby na tę część ciała). Mam mieszane uczucia względem tego produktu. Zapowiadał się naprawdę ciekawie, ale potem mnie zawiódł, więc nie zamierzam do niego wracać. Posiadam jeszcze wersję pokrzywową z Nacomi i mam nadzieję, że z nią nic się nie stanie. Znasz ten produkt? Czy też stało się u Ciebie podobnie? 

3. BeBeauty, sól do kąpieli o leśnym zapachu 

Tę sól miałam bardzo długo. Nie lubię leśnych zapachów, ale ten produkt idealnie nadawał się do kąpieli w momencie, gdy miałam zatkane zatoki. Zdecydowanie przynosił ulgę i wykończyłam go przy ostatniej chorobie. Ciężko określić mi intensywność zapachu, jaką ta sól dawała, bo przy zatkanym nosie z pewnością czuć ją w mniejszym stopniu. Dodatkowo produkt barwił wodę na zielono. Chętnie do niego wrócę. 


4. Manhattan, puder

Ten puder miałam długo. Ma bardzo żółty kolor, więc świetnie nadaje się w momencie, gdy mamy zbyt różowy podkład. Oddałam go siostrze, gdy sama zaczęłam używać innych pudrów. Ten nie matuje na długo, więc cerą tłustym i mieszanym raczej bym go nie polecała. 

5. Miss Sporty, Ohh Blushed again...

To był mój pierwszy róż. Szybko zaliczył spotkanie z podłogą i zmienił się w pył. Używałam go w sproszkowanej formie i czasem przez to z nim przesadzałam. Później naprawiłam go za pomocą spirytusu. Był to ładny kolor, ale posiadał liczne błyszczące drobiny. Wolę matowe róże, a tego już od dawna (2 lata?) nie używam, więc pora się z nim pożegnać.

6. MOIA, korektor

Pisałam o nim już kiedyś. U mnie był niewypałem, trochę zawiniłam tym, że dobrałam zły odcień, ale jego działanie również mi nie pasowało. Minusem jest opakowanie, które się połamało. Ostatnio marka MOIA zmieniła formuły kosmetyków, więc być może dam im jeszcze jedną szansę. Mam nadzieję, że tym razem się nie zawiodę.


7. Pomadki nawilżające

Kto je kojarzy? Te pomadki zawsze były dostępne w typowo chińskich sklepach. Moje muszą mieć dobre pięć lat. Dawno nie były używane, a teraz je znalazłam, więc wyrzucam, aby nie zajmowały miejsca w szafie. Tutaj piszę o nich bardziej w celu wspomnień z dzieciństwa, pamiętam, że zawsze jakąś ze sobą miałam. Podobały mi się ich zapachy, brat nawet zjadł mi bananową (chociaż upiera się, że nigdy tego nie zrobił). Nigdy już do nich nie wrócę, ale mam z nimi miłe wspomnienia.

8. Miss Sporty, Instant Lip Colour & Shine

Bubel. W sumie mogłabym na tym skończyć. Marka Miss Sporty ma z reguły słabe kosmetyki, ten jest jednym z nich. Na ręku nie wygląda źle, ale na ustach ma zerową pigmentację. Nie da się go użyć. Wyrzucam, bo jest to po prostu bezużyteczny produkt. Na szczęście kosztował grosze, więc nie jest mi go żal. Zdecydowanie nie polecam.

9. Pomadka Makeup Revolution

Kolejny bubel, aż się dziwię, że się uchował. Pisałam kiedyś o tym produkcie. Tępa konsystencja i zerowa pigmentacja. Zawiodłam się na marce.

Znasz te kosmetyki? Jak Tobie poszło ze zużywaniem produktów?