Makeup Revolution - Paleta Chocolate and Peaches

Czekoladowe palety z Makeup Revolution interesowały mnie od dawna. Miały ciekawe opakowanie, ładne kolory cieni i opinie na temat dobrej pigmentacji. Długo zastanawiałam się, jaką wersję kolorystyczną wybrać. Najbardziej w oko wpadły mi dwa warianty: Naked Chocolate i Salated Caramel. Parę miesięcy temu pojawiła się kolejna paleta i to właśnie na nią ostatecznie się zdecydowałam. Gdy patrzymy na zawartość, wygląd i nazwę, Chocolate and Peaches od razu kojarzy nam się z bardzo popularną paletą Too Faced Sweet Peaches. To właśnie na niej jest ona inspirowana i wiem, że nie każdemu się to podoba. MUR od dawna bazuje na pomysłach innych firm i dzięki temu zdobyło sporą popularność. Osobiście nie traktuję tego jako podróbki, bo paleta przeze mnie posiadana nie udaje tej od Too Faced i nie wprowadza nikogo w błąd. Nie będę jednak ukrywać, że jest po prostu "ściąganiem" pomysłu. 

Po tym długim wstępie czeka Cię kolejny wstęp, ale tym razem będę się streszczać. Paleta Chocolate and Peaches jest ze mną od połowy czerwca. Trochę czekała na recenzję, bo mimo zrobionych do niej wcześniej zdjęć, zawsze odkładałam to na później. Nie żałuję, że piszę do niej dopiero teraz, bo wiem, że aktualnie mogę opowiedzieć o niej nieco więcej. Po dłuższych testach jestem w stanie napisać o jej wadach, bo niestety nie jest to paleta idealna. Zacznijmy jednak od początku. 


Cena, dostępność

Makeup Revolution jest łatwo dostępna online (w ten sposób właśnie ją nabyłam). Jeśli chodzi o drogerie stacjonarne, to markę można dostać w niektórych sklepach Hebe (chociaż nie znajdziesz tam pełnego asortymentu) oraz w mniejszych drogeriach. Cena palety wynosi około 40 złotych, co w przeliczeniu za jeden cień (cienie podwójne liczyłam jako dwa) da nam około 2,20 za sztukę. Cienie nie mają dużej gramatury (nieco ponad 1 gram), ale cena i tak jest zachęcająca. 

Opakowanie i zapach

Opakowanie jest zrobione z twardego plastiku, chociaż obawiam się, że po spotkaniu z podłogą mogłoby się połamać na dwie części. W środku znajdziemy duże lusterko, dzięki któremu bez problemu możemy wykonać makijaż oraz pacynkę, której osobiście nie używam do makijażu, ale zostawiłam ją sobie do paznokci.
Jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny, to napiszę tylko, że paleta wygląda naprawdę ślicznie. Bardzo podoba mi się motyw czekolady. Na zdjęciach też to widzisz.
Wspomnę też nieco o zapachu, który miał przypominać czekoladę. Jest chemiczny i przypomina raczej wyrób czekoladopodobny. Aktualnie jest mniej intensywny niż na początku, nie czuć go również po nałożeniu na powiekę, więc dla mnie nie jest to wadą. 

Cienie


W opakowaniu znajduje się 16 cieni, z czego dwa są cieniami podwójnymi. Znajdziesz tu wykończenia matowe i błyszczące w odcieniach brązu, różu, złota, a nawet oliwki. Pigmentacja jest różna, część kolorów zadowala mnie bardziej, inne mniej. Podczas blendowania zdarza się również, że kolory zlewają się ze sobą i trzeba je dokładać dla uzyskania lepszego efektu. Oprócz tego cienie potrafią się osypywać (szczególnie mam taki problem z dwoma). Nie ukrywam, że bywa to irytujące. Najłatwiej będzie mi o tym opowiedzieć, gdy przedstawię każdy kolor po kolei. 


Delicious (podwójny cień) – matowy, bardzo jasny beż; nadaje się na całą powiekę; słaba pigmentacja, ale nie jest najgorzej

Fruit – błyszczący, jasny, miedziany kolor (zdjęcie nie oddaje jego wykończenia)

Soft – błyszczący, jasny róż (znów nie udało się uchwycić drobinek)

Choc – błyszcząca oliwka (dzięki niemu przekonałam się do zieleni na powiece)

Delight – czarny ze złotymi drobinkami


Sweet – błyszczące złoto, nieco wpada w szampański kolor; nadaje się do wewnętrznego kącika

Candy – błyszczący brąz wpadający w miedź

Rich – nie widzę za bardzo różnicy między nim i jego poprzednikiem; mogę napisać, że to po prostu znowu kolor Candy

Peach – matowa brzoskwinka (perła tej palety)

Taste – ciemny brąz z różowymi drobinkami; słabo napigmentowany 

Nice – czerń nieco wpadająca w fiolet z bardzo niewielką ilością drobinek (wygląda bardziej jak mat); osypuje się


Lush – matowy, jasny, brudny róż

Fine – matowy, jasny, ciepły brąz, średnia pigmentacja

Lucious – matowy, jasny i nieco ceglasty brąz; średnia pigmentacja

Keen – matowy, nieco ciemniejszy brąz

Satisfy (podwójny cień) – matowy beż, nieco ciemniejszy od pierwszego cienia; nie najlepsza pigmentacja

Jeśli chodzi o tę paletę, da się nią wykonać makijaż na dzień. Można kombinować również z czymś wieczorowym. Jeśli mogłabym dokonać chociaż jednej zmiany, to na pewno byłoby to zastąpienie cienia Candy lub Rich bardzo ciemnym, matowym brązem. Nie widzę za bardzo sensu dwóch prawie identycznych cieni w palecie, a te takie niestety są. Brakuje mi tu za to właśnie czegoś ciemniejszego w brązowej tonacji. 

Czy żałuję, że kupiłam tę paletę? Raczej nie. Używam jej na co dzień i dobrze mi służy. W końcu mogłam poznać czekoladki z MUR. Aktualnie może zdecydowałabym się jednak na Salated Caramel, ale z tej też jestem zadowolona. Myślę, że zwolennicy ciepłych odcieni będą zadowoleni. Paleta będzie również dobra dla osób, które dopiero zaczynają z makijażem. Pigmentacja jest dobra, a kolory dość stonowane, więc myślę, że dla takich osób się nada. 

Znasz czekoladki z MUR? A może dopiero zastanawiasz się na jakąś?