Miesięcznik: Podsumowanie sierpnia

Dzisiaj będzie długo. Nie przepraszam? Podsumowania miesiąca zawsze piszę z wielką chęcią i tym razem nie było inaczej. 

BLOG

W sierpniu wprowadziłam na blogu zmiany. Główną była regularność w publikowaniu postów (poniedziałki i czwartki). Tę zmianę uważam za naprawdę duży plus. O wiele łatwiej jest mi teraz wszystko zaplanować i nic nie odkładać na później. W końcu mam wyznaczone terminy i po prostu się ich trzymam. Taką organizację pracy polecam każdemu.
Oprócz tego na blogu pojawiła się wyszukiwarka tekstów, której tu brakowało. Kolejne nowości to kanał RSS oraz możliwość udostępniania postów. 

WAKACJE I INTERNET

Pod koniec miesiąca wyjechałam na ponad tydzień nad nasze morze. Dawno nie byłam na plaży, więc takie wakacje dobrze mi zrobiły. Pogodę miałam udaną, bo przez większość dni była naprawdę słoneczna. W tym czasie mogłam nieco poleniuchować, a jedynym minusem był brak dostępu do internetu. Rok temu w ogóle bym się tym nie przejmowała, ale odkąd prowadzę bloga, lubię wiedzieć, co dzieje się w sieci. Śmieszną sytuacją jest również fakt, że gdy w końcu udało mi się złapać WiFi, na mailu i instagramie miałam kilka wiadomości, na które koniecznie musiałam odpisać przed powrotem do domu, więc taki czas bez internetu zdecydowanie mi nie służy. 

FILMY

W końcu udało mi się wybrać do kina na Spidermana. Przez chwilę myślałam, że nie zdążę, bo z części kin zdążył już zniknąć.
Nowy Spiderman tym razem w odmłodzonej formie, która jest bliższa komiksowemu oryginałowi. Jego pierwszy występ mogliśmy zobaczyć w „Civil War” i już tam pokazał się z dobrej strony. Film z nim w głównej roli mogę zaliczyć do tych udanych, jeśli chodzi o MCU. Na pewno jest jednym z lepszych, ale chyba nie przebił mojego ulubionego „Ant-Mana”. Film był zrobiony z humorem, pomysłem i co najważniejsze ani jedna scena mnie nie znudziła. Polecam!

Drugim filmem, na który się wybrałam, był „Bodyguard: Zawodowiec” (te polskie tytuły <3). Film może nieco powyżej przeciętnej w swojej kategorii. Dużo akcji i śmiesznych dialogów, ale w sumie nie było w nim nic na tyle interesującego, bym zapamiętała ten film na dłużej. Kino akcji na chwilę rozrywki i późniejsze o nim zapomnienie. 

SERIALE

W kwestii serialowej będzie sporo, bo wspomnę aż o czterech różnych produkcjach. 

Skończył się siódmy sezon "Gry o tron" i mogę o nim powiedzieć jedno, był to zły sezon. Wiem, że większość osób się z tym nie zgodzi. Jednak mimo mojego uwielbienia dla tego serialu nie mogę inaczej go ocenić. Stężenie głupoty zostało przekroczone kilkukrotnie. Akcja toczyła się za szybko. A twórcy chyba uznali widzów za idiotów. Mam temu sezonowi bardzo dużo do zarzucenia i najchętniej napisałabym na ten temat osobny wpis. Pozostaje pytanie, byłby ktoś chętny do czytania i dyskutowania?

Drugim serialem, który udało mi się obejrzeć, jest "The Defenders". Byłam bardzo ciekawa, co z tego wyjdzie, bo bardzo lubię crossovery i nieco stęskniłam się za Daredevilem. O czym jest ten serial? O czwórce superbohaterów, którzy jednoczą siły, aby pokonać wspólnego wroga. Mimo że występują tam postacie z komiksów Marvela, klimat jest zdecydowanie cięższy niż w MCU. Serial z pewnością nie nadaje się dla młodszej widowni.
Serial nie był zły. Zdecydowanie gorszy od "Daredevila" (którego uważam za jeden z pięciu najlepszych seriali), ale lepszy niż "Iron Fist". Pierwsze trzy odcinki były takie sobie. Nieco nudziły i nie za bardzo mi się podobały. Na szczęście potem było zdecydowanie lepiej. Serial mogę polecić każdemu fanowi produkcji o superbohaterach. Jednak warto przed nim zapoznać się chociaż pobieżnie z „Daredevilem” i „Iron Fistem”. 

Jeśli chodzi o seriale animowane, które nie zawsze stanowią rozrywkę tylko dla dzieci, ostatnio nadrobiłam zaległy sezon „We bare bears” (w polskiej wersji „Między nami misiami”). Serial opowiada o trzech misiach i ich codziennych problemach w XXI wieku (np. zbyt mała ilość lajków pod zdjęciem; każdy bloger to zrozumie). Każdy odcinek zawiera wiele zabawnych sytuacji i dialogów. Najbardziej podobał mi się pierwszy sezon, ale kolejne też dają radę. Plus tego serialu jest taki, że każdy odcinek trwa tylko jedenaście minut. Jest jednak mały haczyk. Koniecznie trzeba oglądać to w wersji oryginalnej. Polski dubbing całkowicie niszczy klimat i ma się wrażenie, jakby oglądało się coś zupełnie innego. Nie ma tam trudnego słownictwa, więc myślę, że większość osób powinna nie mieć problemów ze zrozumieniem. Jest to też dobry sposób na podszkolenie języka.  

Na sam koniec ostatnia perełka, jaką są „Kacze opowieści”. Pewnie znasz tę bajkę z dzieciństwa. Parę miesięcy temu Disney ogłosił, że serial powróci w odmienionej formie. Gdy zobaczyłam pierwszy zwiastun, byłam przerażona. Graficznie bardzo nie odpowiadała mi ta nowa, ulepszona wersja. Z czasem jednak zaczęłam się z nią oswajać i byłam dobrej myśli. Do tej pory wyszły dwa odcinki i po ich obejrzeniu mogę jedynie napisać, że chcę więcej. Dużo humoru, rozbudowane postacie i David Tennant podstawiający głos Sknerusowi – czy już Ciebie skusiłam? Czy są jakieś minusy? Muszę nieco przyzwyczaić się do kreski, a w szczególności przypakowanej pani Dziobek, która zapomniała o dniu nóg oraz grubego rozciągniętego Granita Forsanta. Reszta pozostaje bez zarzutu. 

Trochę się dzisiaj rozpisałam, ale chyba nie masz mi tego za złe? Czy zachęciłam Was do obejrzenia czegoś? Jak Wy odpoczęliście w ostatnim czasie?