Denko #6/2017

Puste opakowania to oznaka tego, że produkt został dobrze przetestowany. Zapraszam na zużycia w minirecenzjach! 

Ostatnie denko było dość niedawno, ale wtedy pokazywałam same lakiery. Znów zebrało się trochę produktów i nadszedł czas, aby się z nimi pożegnać. Podejrzewam, że kolejne zużycia nie pojawią się już tak szybko, bo kosmetyków na wykończeniu mam naprawdę niewiele. 


1. Holika Holika, Black Snail Repair Cleansing Foam

Z tą pianką miałam złe początki. Znalazła się w pierwszym Asian Boxie i chwilę czekała na użycie. A gdy już doszło do naszego spotkania, piekła mnie w twarz. Odstawiłam ją na jakiś czas, ale w końcu postanowiłam dać jej kolejną szansę. Tym razem obyło się bez nieprzyjemności, więc zaczęłam stosować piankę do codziennego demakijażu. Od czasu do czasu pojawiały się dni, kiedy szczypała mnie w skórę, ale nie mam pojęcia, od czego to zależało. Samo działanie pianki było zadowalające. Dokładnie oczyszczała skórę, czasem ta wręcz skrzypiała (wszystkiemu zaradzał tonik). To, co najbardziej mnie zaskoczyło, to fakt, że miałam ją prawie rok! Na wydajność nie mogę narzekać. Do pianki jednak nie wrócę, ponieważ na rynku znajdę dużo, które są po prostu lepsze. Ta niczym się nie wyróżniała. 

2. Missha, Natural Color Clay Mask – Green Clay

Koreańskie maseczki raczej kojarzą się z bawełnianymi płachtami. Ta tutaj ma tradycyjną formułę. W składzie ma glinkę, ale nie zastyga na twarzy i nie tworzy skorupy. Swego czasu bardzo lubiłam tę maseczkę. Skóra po niej jest wygładzona, miękka i oczyszczona. Produkt wystarczył na długi czas, nie podrażniła mnie. Jest to jedna z moich ulubionych maseczek i na pewno kiedyś do niej wrócę (chociaż myślę o wypróbowaniu innych wersji).


3. Revlon, Colorstay (do cery tłustej i mieszanej)

Nie zużyłam tego podkładu do końca, ale rozdzieliła się z niego woda i ma dziwny zapach, więc niestety muszę go wyrzucić. Był to jeden z pierwszych podkładów, jakie używałam. Ma dość mocne krycie i nie nadaje się na co dzień, a ja właśnie tak go stosowałam (teraz tego żałuję). Przy dłuższym stosowaniu stan mojej cery się pogorszył. Do podkładu raczej nie wrócę, chociaż na skórze wyglądał naprawdę ładnie. 

4. Ecocera, puder bambusowy

Ostatnio pisałam o pudrze ryżowym i bambusowym. Na zdjęciu widzicie właśnie ten drugi (jeszcze w starym opakowaniu). Jest to kolejny produkt, który miałam prawie rok (a może ponad?). Nie wysuszał skóry, był niewidoczny i matowił na kilka godzin. Na pewno do niego wrócę.


5. Eveline, krem do depilacji 3w1

Był to pierwszy krem do depilacji, którego używałam. Jego zapach był w porządku (różany), ale przy którymś użyciu mi zbrzydł i niestety zmienił się w tradycyjny dla tego typu produktów. Z początku byłam z niego zadowolona, ale przy trzecim opakowaniu (właśnie tym, które jest na zdjęciu) zaczął mnie nieco podrażniać. Teraz używam innego kremu, do tego już nie wrócę. 

6. Eveline, Extra Soft (krem do stóp z mocznikiem)

Znów ta sama firma, ale tym razem produkt rewelacyjny. Jest to najlepszy krem do stóp, jaki używałam. Zmagam się niestety z suchymi piętami, które często są w tragicznym stanie. Ten krem już po jednym użyciu polepsza ich stan, a przy regularnym stosowaniu nie potrzeba nic robić z moimi stopami. Mam aktualnie drugie opakowanie i będę do kremu wracać. 


7. Lovely, Curling Pump Up

Tego tuszu chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Tani i niezły tusz do rzęs. Nie jest najlepszym, jaki miałam, ale jeśli potrzebujemy czegoś taniego, ten daje radę. Ma bardzo małą szczoteczkę, więc idealnie nada się do dolnych rzęs. Aktualnie mam już jego trzecie opakowanie i raczej nie ostatnie. 

8. Miss Sporty, Lash Millionaire All in One Mascara

Nie pamiętam za bardzo tego tuszu, wiem, że nie był zły, a kosztował niewiele. Szału pewnie też nie robił, skoro nie potrafię przypomnieć sobie, jakie miałam względem jego uczucia. 

9. Max Factor, 2000 Calorie 

Kolejny tusz, który jest dość znany i w pewnych kręgach kultowy. Był to mój pierwszy tusz, który sobie kupiłam. Nie wiem, jakim cudem znalazłam jego opakowanie, bo musi mieć ze trzy lata! Kupiłam go z polecenia przyjaciółki, która sobie bardzo chwaliła tę maskarę. Z początku byłam bardzo zadowolona, ale wtedy byłabym zadowolona z każdego tuszu. Z czasem stwierdziłam, jednak, że nie jest to efekt, na którym mi zależy. Nie był to zły tusz do rzęs, ale zdecydowanie przereklamowany. 

Na dzisiaj to tyle. Może nie jest tego aż tak dużo (na niektórych blogach denko potrafi być cztery razy większe, naprawdę nie wiem, jak dziewczyny to robią), ale może znajdziesz tutaj coś dla siebie. Znasz jakiś z tych produktów? Masz podobne zdanie? A może zupełnie inne?