Uratuj swoje usta: Lanomaść

Dobrze nawilżone usta prezentują się estetycznie i zapewniają nam komfort przez cały dzień. Dlatego właśnie warto o nie zadbać. 

Miesiąc temu moje usta z dnia na dzień stały się bardzo przesuszone. Skóra wokół nich też nie wyglądała dobrze. Suchym skórkom towarzyszył dyskomfort oraz ból przy mówieniu i jedzeniu. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się, aby były w tak koszmarnym stanie. Wiedziałam, że nie mogę tego tak zostawić. Zwiększyłam częstotliwość w używaniu przeróżnych balsamów, do pielęgnacji dołączyła również maść z witaminą A, która zawsze ratowała mnie w sytuacjach mocnego przesuszenia. Tym razem jednak nic nie chciało pomóc. Wszystko dawało tylko chwilową ulgę. Po tygodniu bez zmian postanowiłam wybrać się do sklepu Ziaji i kupić słynną już w blogosferze lanomaść. Mogę powiedzieć, że był to dobry wybór. 

Czym jest lanomaść? 

Zacznijmy od początku. Lanomaść jest przeznaczona dla kobiet karmiących, jednak znalazła zastosowanie jako produkt do ust. Dlaczego? Ponieważ składa się w stu procentach z lanoliny. Lanolina jest to łój owczy (nie brzmi dobrze, co?), który zbiera się w czasie strzyżenia owiec. Świetnie się wchłania i ma właściwości nawilżające. Ze względu na swoje pochodzenie nie jest to jednak produkt wegański, co warto mieć na uwadze, gdy planuje się jego zakup.
Ziaja jest firmą cruelty free (nie testuje na zwierzętach), więc podejrzewam, że proces otrzymywania lanoliny nie szkodzi owcą. Inaczej marka nie nazywałaby się przyjazną dla zwierząt. Nie będę rozwijać dalej tego tematu, bo porozmawiamy o nim innym razem w osobnym wpisie. 

Opakowanie, cena, dostępność

Z dostępnością jest mały problem. Odwiedziłam Rossmann i Hebe, ale nigdzie nie było tego produktu. Należy on do linii kosmetyków specjalistycznych, więc najłatwiej dorwać go po prostu w sklepie Ziaji. Kosztuje około 12 złotych.
Lanomaść znajduje się w małej tubce o pojemności 15 ml, która dodatkowo była zamknięta w kartoniku, tym samym mamy pewność, że nikt wcześniej nie otwierał produktu. 

Zapach i konsystencja


Maść ma żółte zabarwienie. Konsystencja jest gęsta i nieco lepka (na ustach jednak nie czuć tej lepkości), pod wpływem ciepła rozpuszcza się, więc jej aplikacja na usta nie stanowi żadnego problemu.
Zapach jest dość specyficzny, nie należy do najprzyjemniejszych, ale na szczęście czuć go tylko wtedy, gdy przyłożymy maść pod nos. 

Działanie 

Produktu używałam głównie na noc (przez pierwsze dni zdarzyło się również w ciągu dnia). Nie będę opowiadać niestworzonych historii, że po jednym użyciu usta były idealnie gładkie, ale już po kilku dniach było o wiele lepiej. Aktualnie stan moich ust jest taki, jak przed ich wysuszeniem. Produkt pozbył się suchych skórek, nawilżył moje usta, i sprawił, że przestały pękać.  Śmiało mogę powiedzieć napisać, że maść jest rewelacyjna i uratowała moje usta. Dalej będę stosować ją profilaktycznie, ale myślę, że wystarczy mi używanie jej na noc co drugi dzień. 

Znasz lanomaść? A może masz jakieś inne sposoby na wysuszone usta?