Płyn do demakijażu BeBeauty

Demakijaż jest podstawą mojej pielęgnacji. Ciągle testuję nowe kosmetyki, aby sprawdzić, jak poradzą sobie z pozbyciem się makijażu. Od dłuższego czasu stosuję płyn micelarny BeBeauty i to o nim dzisiaj mowa. 


O kosmetykach z biedronki mówi się różne rzeczy. Większość opinii jest zdecydowanie pozytywna. Sama ciągle używam zmywacza do paznokci z BeBeauty (wersja zielona) i bardzo go lubię. Ostatnio do grona testowanych kosmetyków dołączył żel i płyn do demakijażu. Dziś zajmiemy się tym drugim. 




Płyn micelarny występuje w dwóch wersjach. Różowa do skóry wrażliwej i niebieska. O tej pierwszej słyszałam, że lubi podrażniać, dlatego od razu zdecydowałam się na tę częściej polecaną.

Produkt zamknięty jest w plastikowym i poręcznym opakowaniu. Łatwo się go otwiera i wydobywa odpowiednią ilość płynu na płatek kosmetyczny. Szata graficzna jest prosta i estetyczna. Pod tym względem nie mogę nic temu płynowi zarzucić. Za 200 ml zapłaciłam około 5 złotych. 


Jeśli chodzi o działanie, nie ma problemu z usunięciem cieni do powiek. Przy tuszu trzeba się trochę pomęczyć (jest nieco gorszy od Garniera, którego sama uważam za średniaka), ale ostatecznie daje radę. Ciężko mi stwierdzić, jak radzi sobie z podkładem, ponieważ od płynów micelarnych nie wymagam całkowitego oczyszczenia. Potem i tak używam olejku oraz żelu/pianki.


Mogłoby się wydawać, że znalazłam niezły płyn za niską cenę. Jednak na koniec zostawiłam najlepsze. Ten płyn potwornie piecze w oczy! Wystarczy, że odrobina dostanie się do oka i już jest źle. Gdy jestem ostrożna, udaje mi się czasem zmyć makijaż bez żadnych przygód, ale trwa to o wiele dłużej i nie daje mi stuprocentowej pewności, że tym razem obejdzie się bez pieczenia oczu. Aktualnie zostało mi pół butelki i nie jestem pewna, czy będę zużywać ją do demakijażu oczu. Najprawdopodobniej posłuży mi jako pierwszy krok w pozbyciu się podkładu. 


Znacie ten płyn? Czy Was też spotkały nieprzyjemności podczas jego stosowania?