Podkład Maybelline Fit Me!

Przez niektórych uważany za najlepszy drogeryjny podkład. Jak wiele mają te słowa wspólnego z rzeczywistością? 

Podkład Fit Me Matte + Poreless to nowość na naszym rynku, jednak za granicą można było dostać go już dawno. Zachęcona wieloma pozytywnymi opiniami postanowiłam na własnej skórze przekonać się, czy ten produkt zasługuję na miano hitu. Od jakiegoś czasu używam go każdego dnia, więc jestem w stanie powiedzieć o nim parę słów. 

Producent twierdzi, że podkład nada się dla każdej skóry. Daje on matowy efekt, więc najbardziej będzie odpowiadał cerom tłustym i mieszanym. Oprócz wyrównania kolorytu ma również wygładzić fakturę twarzy, a my będziemy cieszyć się świeżą i naturalną skórą przez cały dzień. Wiadomo, że zawsze obiecywane są cuda, gdy chodzi o działanie jakiegokolwiek produktu, więc podeszłam do tego z przymrużeniem oka. Część zapewnień została spełniona, a do innych mam pewne wątpliwości. 


Zacznę od opakowania, które zawiera 30 ml produktu, co jest standardową ilością, jeśli chodzi o podkład. Szata graficzna jest estetyczna, chociaż niestety tubka dość szybko się brudzi. Mimo to pod względem funkcjonalności i wygody nie mam jej nic do zarzucenia. 

Zanim będzie o plusach, powiem o największej wadzie tego podkładu, która sprawiła, że mam do niego mieszane uczucia. W Polsce produkt występuje w sześciu wersjach kolorystycznych (za granicą jest ich więcej), zdecydowałam się na najjaśniejszy odcień (105). Czytałam, że podkład nie ciemniej, co z początku było właśnie moją obawą (po niezbyt dobrej przygodzie z innym podkładem Maybelline, który zrobił mi na twarzy pomarańczkę). Okazało się, że ten również się utlenia. Nie ciemnieje jednak na tyle mocno, abym nie mogła go używać, chociaż wolałabym jego pierwotny kolor. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć wersję podkładu po utlenieniu i świeżo nałożoną porcję. 


Konsystencja podkładu jest specyficzna. Dość rzadka, ale wyczuwa się w niej pewną suchość, która wpływa na matowe wykończenie. Produkt nakłada się na twarz łatwo, nie powstają plamy ani smugi. Krycie oceniłabym jako średnie z minusem. W miarę dobrze radzi sobie z zaczerwienieniami, chociaż czasem przegrywa również z nimi. Zakryje też drobne niedoskonałości, ale na większe zmiany trzeba użyć korektora. 

Najbardziej zadowolona jestem jednak z efektu. Podkład wygląda naturalnie i daje matowe wykończenie. Mimo to utrwalam go niewielką ilością pudru i tym sposobem trzyma się u mnie cały dzień. Skóra zaczyna się odrobinę świecić dopiero po kilku godzinach (około sześciu). Nigdzie nie widać, aby produkt się starł, wszystko dalej jest na swoim miejscu. 

Gdyby nie fakt, że ciemnieje, a krycie byłoby nieco większe, pewnie również uznałabym go za jeden z najlepszych drogeryjnych podkładów. W takiej jednak sytuacji mogę po prostu powiedzieć, że jest to dobry produkt i ogólnie polubiłam się z nim. Do ideału jeszcze trochę mu brakuje, więc będę szukać dalej. 

Znacie ten podkład?