Szampon Batiste - jak sprawdził się u mnie?

Suche szampony to wybawienie, gdy potrzeba nam szybkiego odświeżenia włosów. Na  rynku kosmetycznym jest ich mnóstwo, ale to o Batiste słyszy się najczęściej. Czy ta marka dała radę również u mnie? 

Jakiś czas temu zakupiłam dwie wersję tego szamponu: oryginalną i tropikalną. Druga czeka nieotwarta na swoją kolej, a o pierwszej opowiem dzisiaj. 

Produkt zamknięty jest w metalowej puszce o pojemności 200 ml. Szata graficzna utrzymana jest w odcieniach niebieskiego, całość wygląda bardzo estetycznie. Szampon ma postać sprayu, aplikator działa bez zarzutu i dzięki niemu z łatwością rozpylimy produkt. 

Stosowanie jest bardzo proste. Spryskujemy włosy u nasady, wmasowujemy szampon i rozczesujemy je. Rzeczywistość wygląda nieco inaczej. Nawet po wykonaniu tych czynności na włosach potrafi zostać biały nalot, który nie wygląda estetycznie i przypomina nieco łupież. U blondynek nie będzie to widoczne, ale brunetki i szatynki z takiego efektu nie będą zadowolone. Przy dłuższym wyczesywaniu w końcu udaje się pozbyć resztek produktu, ale zajmuje to trochę czasu. Dawniej używałam kilkakrotnie suchego szamponu innej firmy (nie pamiętam jakiej) i tam nie pojawiał się ten problem. Wiem, że istnieje również ciemna wersja tego produktu i z pewnością dam jej kiedyś szansę. 

Na koniec przyszła pora na efekty, czyli to, co jest najważniejsze. Włosy są zdecydowanie odświeżone po użyciu tego preparatu. Produkt spełnia zapewnienia producenta. Pochłania sebum, a włosy wytrzymują dłużej bez mycia. Gdyby nie minus w postaci białego nalotu, byłby to produkt bardzo dobry. Mimo to na pewno się u mnie nie zmarnuję, bo jest to naprawdę przydatny produkt. 

Ręka do góry, kto też miał ten szampon?