Zoeva 227 - moje wrażenia po kilku miesiącach używania

Pędzle Zoeva to jedne z najpopularniejszych w makijażowym świecie. Dzisiaj chciałabym opowiedzieć, jak spisał się jeden z najsłynniejszych modeli

Cały asortyment marki Zoeva podrożał około rok temu, więc z zakupem długo zwlekałam. Nie uśmiechało mi się wydawać ponad czterdziestu złotych na jeden pędzel do oczu. W końcu te z Hakuro, z których jestem zadowolona, kosztują dwa razy mniej. W grudniu w końcu zdecydowałam, że warto zainwestować w droższe narzędzie. Wokół ciągle słyszałam same zachwyty. Postawiłam na sławny już numer 227. Pędzel miał być bardzo miękki i świetny do blendowania. Wybrałam edycję Rose Golden, która wizualnie bardziej mi się spodobała, ale aktualnie zastanawiam się, czy nie popełniłam błędu. Odnoszę wrażenie, że wersja tradycyjna może być lepsza jakościowo, ponieważ opinie, które czytałam, nie pokrywają się z moimi odczuciami. 

Opis pędzla zacznę od strony wizualnej. Na pewno mogę napisać, że wygląda bardzo elegancko. Trzonek jest jasnoróżowy, a skuwka w kolorze różowego złota. Napisy są wytłoczone i nie ścierają się. Pędzel jest krótszy i lżejszy niż te z Hakuro i tym samym wygodniej się z nim pracuje. Pod względem wyglądu nie mam mu nic do zarzucenia. Prezentuje się bardzo ładnie w mojej kolekcji. 

Najważniejsze jest jednak działanie, czyli kształt i jakość włosia. Jeżeli chodzi o pierwszą kwestię, teraz rozumiem popularność tego typu pędzli. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że jest to kształt idealny do blendowania. Na włosie jednak trochę ponarzekam. Spodziewałam się naprawdę miękkiego pędzla, a nie czuję różnicy pomiędzy nim, a Hakuro. Na samym początku pędzel kłuł mnie w powiekę, co bardzo do niego zniechęcało, ale na szczęście po kilku myciach to uczucie minęło i nie ma z tym teraz problemu. A jak już jestem przy czyszczeniu pędzla, to muszę wspomnieć, że ten domywa się szybko i po wysuszeniu wraca do swojego pierwotnego kształtu. 

Z samego działania jestem zadowolona, bo z pędzlem pracuje się naprawdę dobrze. Ułatwia wykonanie makijażu, świetnie blenduje cienie. Nieco zawiodłam się na jego miękkości, ale może to dlatego, że miałam wygórowane oczekiwania. Ogólnie nie żałuję tego zakupu, bo wiem, że to inwestycja na lata. Na razie jednak odpuszczę sobie dalsze kupowanie Zoevy, ale nie wykluczam, że kiedyś jeszcze się na jakiś pędzel skuszę. Wtedy postawię na wersję z czarnym trzonkiem. 

Macie pędzle Zoevy? Jakie są Wasze wrażenia? Jak porównujecie ich do miękkości do innych pędzli?