Denko #4/2018

Od ostatniego denko minęły prawie trzy miesiące, a ja i tak nie nazbierałam zbyt dużo opakowań. Podzielę się jednak zdaniem na temat tych kilku produktów, z którymi czas się pożegnać.  

Wiele razy to powtarzałam, ale powtórzę jeszcze raz: naprawdę lubię pisać i czytać denko. Krótkie recenzje zużytych produktów to świetna i przydatna rzecz!


Acnederm 

Krem, który skończyłam już jakiś czas temu. Do jesieni robię sobie od niego przerwę. 
Krem opiera się na kwasie azelainowym. Dobrze sprawdza się u cer trądzikowych oraz na przebarwienia. U mnie nie był tak rewelacyjny, jak serum z Bielendy, ale daje radę.  

Krem do rąk, BeBeauty

Ostatnio robiłam porządki wśród kremów do rąk i znalazłam tego dinozaura. Krem wyrzucam, bo już dawno stracił ważność. Nie potrafię wypowiedzieć się na jego temat, ale nie zapadł mi w pamięć, a to coś oznacza.  


Baza peel-off, Neess 

Baza-zagadka. Mam problem z pisaniem o niej, bo uczucia są bardzo mieszane. Przygotowałam na jej temat obszerny wpis, który zamieszczę w sierpniu. Tam dokładnie opisuję wszystkie wady i zalety. 

Pomadka z peelingiem, Sylveco 

Chyba wszyscy o niej słyszeli. Świetny peeling do ust, więc wrócę do niego nie raz. 


Korektor Maybelline Affinitone 

Korektor, o którym kilka razy zmieniałam zdanie. Pod koniec używania znów się z nim polubiłam. Dobrze wyglądał i nieźle krył. W moim osobistym rankingu zajmuje trzecie miejsce (po korektorze z Lovely i Catrice).

Podkład China Doll, Lily Lolo 

Pisałam o nim oddzielny wpis. Polubiłam ten podkład, ale krycie nie było satysfakcjonujące. Teraz mam Annabelle Minerals i jestem bardziej zadowolona. 


Tonik ogórkowy, Ziaja 

Pierwszym opakowaniem tego toniku byłam zachwycona. Za drugim razem miłości nie było. Do tego toniku wracać nie zamierzam. 

Tonik korygujący, Bielenda 

Ten tonik spisywał się za to o wiele lepiej. Nie potrafię napisać, dlaczego go polubiłam, ale nie mam mu nic do zarzucenia. Uspokajał cerę i po prostu jakoś go lubiłam. Na pewno jeszcze go kupię. 

A na koniec próbki i produkty jednorazowe. 


Płatki pod oczy, Efektima 

Bardzo przyjemne żelowe płatki. Chłodzą skórę. Użyłam ich, gdy obudziłam się z wyjątkowo paskudnymi worami pod oczami. Płatki delikatnie nawilżyły skóry, zmniejszyły opuchliznę, a oczy wyglądały (i czuły się) na bardziej wypoczęte. Spełniły swoją funkcję i być może wrócę do nich przed ważniejszym wyjściem.  

Chusteczka złuszczająca, Tołpa

Nie przemawia do mnie forma tego produktu. Mamy tutaj chusteczkę nasączoną kwasami, którą należy przetrzeć twarz - dla mnie to trochę marnotrawstwo.  Działania nie bardzo zauważyłam, ale jestem przekonana, że przy regularnym stosowaniu jakieś efekty będą - w końcu to kwasy.  

Serum kolagenowe, Efektima 

Serum bardzo szybko się wchłania, więc nadaje się również na dzień. Skóra jest po nim nawilżona i wygładzona. Mam jeszcze jedną próbkę, więc zobaczę, czy moje odczucie się zmieni.

Krem pod oczy, Sylveco

Próbka wystarczyła mi na sporą ilość użyć i... bardzo miło mnie zaskoczyła. Krem pod oczy z Vianka (siostrzana marka Sylveco) jest moim numer jeden na dzień, ale coś czuję, że się to zmieni. Krem Sylveco również delikatnie nawilżał i szybko się wchłaniał, ale dodatkowo odniosłam wrażenie, że zmniejszał sińce pod oczami! Mam jeszcze jedną próbkę, która upewni mnie w tej sprawie.  

Tak wyglądają moje zużycia. Następne pewnie znów pojawią się za kilka miesięcy.