Zachomikowane: Kremy do rąk

Kremów do rąk jest u mnie zdecydowanie za dużo. Ile? Tego dowiesz się w tym wpisie. 

Dzisiejszy wpis jest nieco zainspirowany serią Mongi z Kosmetyczne Raczkowanie. Podobna nazwa, ale zamysł nieco inny. Doszłam do wniosku, że dobrym pomysłem będzie pokazanie tych kategorii kosmetyków, których mam u siebie w nadmiarze. Pomoże mi to nieco posegregować zapasy i zaplanować, czego nie powinnam kupować. Na pierwszy ogień idą kremy do rąk, których mam zdecydowanie za dużo. Naliczyłam ich dziewięć (przy czym jeden znalazłam dopiero po zrobieniu zdjęć), ale nie wykluczam, że jeszcze jakiś się zapodział. 

Ogólnie pielęgnacja moich dłoni nie jest skomplikowana. Mam to szczęście, że moje ręce nie są problematyczne i tylko czasem zdarza się, że mam je przesuszone. Z tego powodu kremu do rąk używam 1-2 razy dziennie, co skutkuje tym, że te produkty są u mnie bardzo wydajne. Nawet pomoc siostry i mamy w zużywaniu nie zdaje się na wiele. Ciągle trafia do mnie jakiś krem: bo promocja, bo dodatek do gazety, bo od kogoś dostanę etc. Nie będę jednak przedłużać i pokażę Ci swoją kolekcję. 


1. Cien 

Zacznę od kosmetyku lidlowskiego, za którym nie przepadam. Po jego użyciu mam wrażenie, że dłonie znów są po chwili suche. Bardzo słabo nawilża i nie ciągnie mnie do tego, by go zużyć. Po kolejne opakowanie na pewno nie sięgnę. Nie polecam. 

2. Neutrogena

Ogólnie lubię Neutrogenę, ale ten krem to dla mnie niewypał. Pierwsza kwestia to fakt, że miał być bezzapachowy. Nie wiem, czy mój nos jest wrażliwy, ale ja wyczuwam tutaj zapach. Niezbyt przyjemny, kojarzący się nieco z klejem. Dodatkowo nie odpowiada mi konsystencja: tępa i lepiąca się. Nakładanie tego kremu jest bardzo niekomfortowe. O efektach ciężko mi powiedzieć, bo nie potrafię używać go regularnie. Ze swojej strony nie polecam go, ale np. moja siostra jest zadowolona. 

3. Ziaja, krem do rąk z proteinami kaszmiru i masłem shea

Tego kremu nie sfotografowałam, a mam jeszcze jakieś pół opakowania. Ogólnie nie przypadł mi do gustu, bo nawilżenie, które daje, jest takie sobie. Do tego ma mocno perfumowany zapach. Plusem jest za to cena, bo kosztuje grosze. 


4. BeBeauty 

Nie wiem, ile ma ten krem, ale wiem, że na pewno już nie produkują go w takim opakowaniu. Kompletnie go nie pamiętam i nie wiem, co robił w szufladzie z kosmetykami. Ze względu na swoją datę ważności zużyję go do stóp lub wyrzucę. 

5. Miya

Ten krem kupiłam do pielęgnacji twarzy, ale niestety mnie zapchał. Stwierdziłam, że zużyję go do dłoni. Ma piękny kokosowy zapach i bardzo szybko się wchłania. Dobrze spisuje się w ciągu dnia. Została mi go dosłownie resztka, więc myślę, że trafi do kolejnego denko.


6. Cztery Pory Roku

Lekki i szybko wchłaniający się krem. W sumie mojej siostry, ale parę razy go podebrałam. Cóż, ona podbiera moje, więc chyba nie ma w tym nic złego. 

7. Biolove

Mój numer jeden na noc! Obfity krem, który nieźle nawilża. Miałam trzy wersje zapachowe tego produktu i najbardziej polubiłam brownie z pomarańczą. Nie polecam maliny, a miód z mlekiem pachnie nieco perfumowo (albo jak mydło w płynie), więc też bez szału. Teraz wyszła również wersja borówkowa, którą na pewno kiedyś wypróbuję. 


8. YOPE 

Ten krem jest jeszcze w kartoniku. Korci, aby go otworzyć, bo jestem niesamowicie ciekawa herbacianego zapachu, ale powstrzymuję się przed tym. W końcu najpierw trzeba zużyć, to co pootwierałam. 

9. Vianek

Ten krem mam tylko dlatego, że był dodany do gazety, w której znalazł się również płyn micelarny. To na płynie mi zależało, więc tym razem nie czuję się winna. 

Do końca roku mam kategoryczny zakaz kupowania kremów do rąk. W sumie nawet żadne mnie nie kuszą (prócz borówkowej wersji Biolove, ale cierpliwie na nią poczekam). Jak u Ciebie wygląda sprawa z kremami do rąk?