Tess - pianka do mycia twarzy z przywrotnikiem

Mój codzienny demakijaż składa się z trzech kroków: Płynu micelarnego, olejku i żelu/pianki. Dzisiaj będzie mowa o produkcie z tej ostatniej kategorii.


Piankę Tess kupiłam z polecenia Basi. Po przeczytaniu tylu zachwytów byłam ciekawa, czy przypadniemy sobie do gustu. Plusem był również naturalny skład, więc musiałam po nią sięgnąć.

Pianka jest płynna, ale dzięki specjalnemu atomizerowi, zmienia swoją konsystencję. Produkt jest nieco zbity, nie przelewa się przez palce, co bardzo ułatwia użytkowanie i zwiększa wydajność. Na umycie twarzy wystarczy 1-2 pompki.


Zapach produktu jest specyficzny i podejrzewam, że tak pachnie po prostu przywrotnik. Mnie przypomina nieco krwawnik. Nie jest intensywny i z czasem da się do niego przyzwyczaić. Sama już go ignoruję, jednak nie mogę powiedzieć, żeby mi się podobał.

Jeżeli chodzi o działanie, nie mam piance nic do zarzucenia. Łatwo rozmasować ją po skórze, a potem zmyć. Nie pojawia się żadne podrażnienie lub zapchanie. Pianka nada się do każdej cery.

Skóra po użyciu jest czysta, bardziej wygładzona i minimalnie nawilżona. Warto jednak sięgnąć po tonik, ponieważ w innym przypadku pojawia się minimalne ściągnięcie.

Przyznaję, że z początku nie byłam do końca przekonana do tej pianki, ale ostatecznie stwierdzam, że to dobry produkt. Jego działanie mi odpowiada, nie narzekam też na wydajność (po sześciu tygodniach codziennego stosowania ubyło pół butelki) i nie widzę w nim żadnej dużej wady (jedynie zapach, do którego trzeba przywyknąć).

Jeżeli szukacie jakiejś delikatnej, ale skutecznej pianki, to śmiało możecie po nią sięgnąć.