Denko #3/2018

Porcja kolejnych zużyć pod postacią denka. 


Na dzisiaj planowałam inny wpis, ale z braku czasu zabrałam się za denko, które zawsze jestem w stanie szybko napisać. Zużycia zbierały się u mnie już od dłuższego czasu (ponad dwa miesiące), ale wcale nie jest ich tak dużo, jak się spodziewałam. 




1. Żel węglowy, Biotaniqe


Bardzo wydajny produkt, miałam go przez pół roku! Dobrze sprawdzał się jako trzeci krok demakijażu. Oczyszczał skórę, zostawiając ją odświeżoną. Chętnie jeszcze wrócę do produktów tej firmy. 


2. Pasta liście manuka, Ziaja


Intensywny zdzierak do twarzy, który polubiłam od pierwszego użycia. Skóra była po nim wyraźnie wygładzona. Pasta bez problemu pozbywała się martwego naskórka i świetnie się u mnie sprawdziła. 



3. Krem oliwkowy + UV, Ziaja


Znowu Ziaja, ale tym razem nie będzie pochlebstw. Ten krem kupiłam na lato rok temu. O oliwkowych kremach Ziai słyszałam dużo dobrego, a tutaj skusiła mnie ochrona przed promieniami słonecznymi. Był to jednak zły zakup, bo to najtłustszy krem, jaki miałam okazję stosować. Miałam wrażenie, że smarowałam się smalcem. Krem w ogóle się nie wchłaniał, więc ciężko było zrobić  na nim chociażby makijaż. 

Ochrona przed UV świadczy o tym, że to krem na dzień, a ja nie mogłabym go polecić nawet suchym cerom – jestem pewna, że też nie będą zadowolone. 

U mnie po kilku użyciach krem przeleżał wiele miesięcy, aż stwierdziłam, że zużyję go do stóp – w tym przypadku był w porządku. 


4. Krem arganowy pod oczy, Nacomi


Ten krem się kocha lub nienawidzi. Ja jestem raczej w tej pierwszej grupie. Nie mam dużych wymagań, jeżeli mowa o kosmetyki stosowane pod oczami i takie nawilżenie spokojnie mi wystarczyło. Jeżeli masz jednak mocne problemy z przesuszaniem, ten krem może okazać się za słaby.




5. Kremowy żel peelingujący, Tutti Frutti


Lekki peeling, bardziej przypomina żel z drobinkami. Mimo to wygładzał skórę i był przyjemnym produktem. Zapach miał słodki, lekko sztuczny, więc nie każdemu przypadnie do gustu. 


6. Jaipur, Boucheron


Próbka zapachu, który nie miał w sobie nic specjalnego. Był po prostu ładny i trwały, jednak nie urzekł mnie na tyle, by do niego wrócić. 




7. Volume Reveal, Bourjois


Bardzo polubiłam się z tym tuszem i mam ochotę poznać inne tej marki. Wydłużał, podkręcał i rozczesywał rzęsy, nie osypywał się, nie kruszył. Jedna z lepszych maskar, jakie używałam. 


8. Korektor True Match, L'Oreal


Produkt, o którym zmieniałam zdanie kilka razy. Czasem wyglądał pod oczami dobrze, a czasem nieco się rolował. Raz znalazł się w ulubieńcach, ale po skończonym opakowaniu i poznaniu innych korektorów, drugi raz bym go tam nie umieściła. To nie jest zły produkt, ale są po prostu lepsze. Krycie znajduje się na średnim poziomie. 




9. Pig Clear Blackhead 3step kit, Holika Holika 


Na temat tych plastrów powstałą osobna recenzja. Bubel, który nie działa, więc nie polecam. 


10. Lotus Sleeping Mask, Sephora


Maseczka miała formę żelu. Mam wrażenie, że prawie nic nie robiła. Szybko się wchłaniała, a skóra nie była po jej użyciu jakoś dobrze nawilżona. Porównałabym ją do użycia żelu aloesowego (chociaż ten drugi produkt o wiele bardziej mi odpowiada). 


11. Kostka do kąpieli, Sephora


Moja wersja zapachowa przypominała nieco zapach prania. Przyjemna kostka, ale nie na tyle intensywna, bym jeszcze po nią sięgnęła. 




12. Próbki


Na koniec nieco próbek. Zawsze wyrzucałam opakowania po próbkach, ale ostatnio pomyślałam, że na ich temat też mogę coś napisać. Nie jest to oczywiście pełnowartościowa ocena, tylko pierwsze wrażenie. 


Balsam myjący z betuliną, Sylveco – Zaskoczyła mnie forma produktu. Ogólnie balsam dobrze się pienił i włosy po nim były gładsze, jednak odnoszę wrażenie, że szybciej się przetłuściły. Myślę, że mógłby to być ciekawy produkt do drugiego mycia głowy. 


Wzmacniający krem do twarzy na noc, Vianek – Ciekawiła mnie ta seria, a po tej próbce mam ochotę wypróbować jakiś pełnowymiarowy produkt. Bardzo przyjemny krem, chociaż dla cer suchych będzie raczej za słaby na noc i nada się na dzień. 


Krem do twarzy na noc, Biolaven – Jego zapach jest taki sam jak w przypadku płynu micelarnego, ale nieco subtelniejszy. Krem  nawilżał nieco mniej niż Vianek, więc wolę sięgnąć po poprzednika. 


Lekki krem rokitnikowy, Sylveco – Rzeczywiście lekki krem, który szybko się wchłaniał. Miał intensywnie żółtą barwę, jednak po użyciu nie był widoczny na twarzy. To, co jednak mnie od niego odrzuca, to bardzo specyficzny i nieprzyjemny zapach. Na pewno po niego nie sięgnę. 


Chusteczka do demakijażu, Sephora – Zabrałam ją na wyjazd. Poradziła sobie z demakijażem, nie podrażniała i nie szczypała w oczy. Przydatny gadżet. 

Tak prezentują się moje zużycia. Jak zwykle znalazło się tutaj nieco bubli, hitów i średniaków. Jestem ciekawa, czy znasz któryś z tych produktów? A może planujesz dopiero poznać?