Targi Natural Beauty we Wrocławiu

Targi kosmetyczne to idealne miejsce dla kosmetykomaniaków. Jak wyglądało Natural Beauty we Wrocławiu? 


Dzisiaj miało pojawić się podsumowanie marca (już nawet je napisałam!), ale w zeszły weekend odbyły się Targi Natural Beauty we Wrocławiu, więc nie mogłabym o nich nie wspomnieć. 


Było to pierwsze wydarzenie tego typu, w którym uczestniczyłam, więc kompletnie nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Wstęp na targi był wolny, z czego bardzo się cieszę, bo mogłam przekonać się, jak to wygląda. 


Na targach byłam niestety bardzo krótko, bo w trakcie złapał mnie taki ból kręgosłupa, że musiałam wracać do domu. Zdążyłam jednak nieco rozejrzeć się po stanowiskach. 

Na samym początku myślałam, że pomyliłam daty, jednak okazało się, że targi zostały połączone z innym wydarzeniem - Fashion Meeting Pop Up Store. Był to ciekawy pomysł, bo oprócz strefy kosmetycznej, można było zajrzeć do tej ubraniowej. Sama jednak swoją uwagę skupiłam głównie na strefie pielęgnacyjnej. 

Ciekawą sprawą może być również to, że na zewnątrz znajdowały się foodtrucki – dobre rozwiązanie dla osób, które na targach zamierzają spędzić dłuższą chwilę.


Stanowisk było sporo, a miejsca już nieco mniej. Ogólnie nie było aż tak dużych tłumów, by nie dało się swobodnie poruszać, ale do niektórych marek nie dało się przepchać. Podejrzewam też, że w późniejszych godzinach cała sytuacja mogła wyglądać gorzej, gdy pojawiło się więcej osób. 

Część firm miała dość skromne wystawy, ale niektóre bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły, bo wyglądały wprost przepięknie. Żałuję, że było tam słabe światło, bo miałam zdecydowanie więcej zdjęć (np. cudowne mydła w kształcie czaszek), ale wyszły niewyraźne, więc nie widzę sensu, aby je zamieszczać. 


Zdecydowanie najpiękniejsze stanowisko – Alchemia Lasu



Mydeł w kostce było naprawdę dużo – piękne, aż żałuję, że ich nie używam


Kule do kąpieli podane w interesujący sposób


Na targach znalazły się również kosmetyki naszej blogowej koleżanki Mariki

Korzystając z okazji, popełniłam oczywiście zakupy. Niewielkie, bo minimalizm wciąż jest moją domeną, ale coś znalazło się w moim koszyku (a raczej dłoni, bo rzecz jasna nie było tam koszyków).




Skusiłam się na piankę Tess, którą miałam w planach wypróbować już dawno, a skoro mogłam tutaj bez problemu dostać ją stacjonarnie, to oczywiście wpadła w moje ręce. Czytałam o niej dużo pozytywnych komentarzy i bardzo polecała ją Basia, której w kwestii kosmetyków po prostu ufam.

Drugi produkt to pomadka mango z Vianka. Planowałam większe zakupy na tym stoisku, ale było chyba jednym z najbardziej obleganych, więc sięgnęłam tylko po pomadkę. Zapłaciłam za nią połowę standardowej ceny, a dodatkowo dostałam cztery próbki, które z chęcią zużyję. Pomadka pachnie cudownie i z całej czwórki zapachów to ona skradła moje serce. Chciałam wypróbować wersję bananową, ale okazała się pachnieć gumą do żucia (a dokładnie jak Orbit w paskach dla dzieci), natomiast truskawka w ogóle niczym mi nie pachniała. Wersja winogronowa również miała ciekawy zapach, ale mango zdecydowanie wygrało. 


Trochę żałuję, że nie pobyłam na targach nieco dłużej, bo chętnie przyjrzałabym się jeszcze niektórym stanowiskom. Nie martwię się tym jednak, bo następne targi Natural Beauty we Wrocławiu będą miały miejsce na początku czerwca, wtedy też się tam wybiorę i rozejrzę nieco dokładniej. A dla osób z Warszawy i okolic również mam dobrą wiadomość – Natural Beauty zawita tam w maju. 


Całe targi wspominam dość dobrze. Było to na pewno ciekawe doświadczenie i okazja, by zobaczyć większą ilość marek z naturalnymi kosmetykami. 


Co sądzisz o takich targach? A może dopiero na jakieś się wybierasz?