Bania Agafii - rosyjskie maseczki do twarzy

Po kosmetyki naturalne sięgam coraz częściej. Dzisiaj opowiem nieco o maseczkach od Bania Agafii. 

O tych maseczkach wspominałam kilka razy, ale nie zrobiłam jeszcze na ich temat osobnej recenzji. Czas to nadrobić i napisać w końcu parę słów na temat tych produktów. 

Bania Agafii to rosyjska marka naturalnych kosmetyków. W swoim asortymencie mają wiele produktów do pielęgnacji ciała, twarzy i włosów. Sama przygodę z firmą zaczynałam od maseczki dziegciowej, która szybko skradła moje serce. Miałam ochotę na więcej, dlatego kupiłam dwie kolejne maski. 

Każda maseczka zamknięta jest w opakowaniu-woreczku z zakrętką. Dla mnie jest to bardzo wygodna opcja, ponieważ nie zajmuje dużo miejsca. Koszt produktu to około 7-8 złotych, znajdziemy go w mniejszych drogeriach lub online. Po otwarciu mamy rok na zużycie maseczki. 

Maseczka odświeżająca


Ten wariant ma na celu odświeżenie, stonizowanie i nawilżenie skóry. Od razu przyznaję, że spełnia obietnice producenta. Po jej zmyciu skóra jest miększa i gładsza, wygląda na nieco bardziej wypoczętą, a uczucie odświeżenia jest naprawdę odczuwalne. Maseczka szczególnie dobrze spisuje się użyta rano. 

Poprzednie zdania mogą sugerować, że z maseczki powinnam być raczej zadowolona. Niestety mam do niej pewne zastrzeżenia. Maska jest w formie żelo-kremu o lekko białej barwie (po nałożeniu jest jednak niewidoczna). Zmycie jej dłońmi może być nieco uciążliwe, dlatego polecam stosować przy niej gąbeczki do demakijażu.
Zapach maseczki jest ziołowy. Dość intensywny, mi osobiście nieco przeszkadza, jednak da się z nim wytrzymać.
Maseczka daje uczucie chłodzenia, tym samym najlepiej sprawdza się latem. Oprócz tego niestety szczypie w twarz, a tym samym jej niekomfortowa w noszeniu. Wiem, że pieczenie to kwestia bardzo indywidualna (tym bardziej że u mnie większość maseczek tak się zachowuje), jednak ostrzegam przed używaniem maseczki na skórach wrażliwych – w tym wypadku się z nią nie polubisz. 

Maseczka odmładzająca


Odmłodzenia jeszcze mi nie trzeba, ale o odżywienie i nawilżenie zawsze warto zadbać. Ta maseczka zawiera w sobie mleko łosia – składnik zaciekawił mnie na tyle, że postanowiłam po nią sięgnąć.
Jest nieco bardziej kremowa od poprzednika (przypomina trochę formę mleczka). Jej zapach kojarzy mi się z kakao. Przy niej czasem również występowało pieczenie, ale było mniej intensywne i rzadsze (przy poprzedniku zdarzało się zawsze).
Skóra po użyciu maseczki jest miękka i nawilżona. Tę maskę zdecydowanie bardziej polubiłam i nie wykluczam, że będę do niej wracać. 

Znasz te maski? A może polecisz inne?