Denko #2/2018

W zeszłym miesiącu poszło mi nieźle, jeżeli chodzi o zużywanie produktów. Rozpadły mi się również dwa pędzle, więc nadeszła pora, żeby się ich pozbyć.

Bardzo lubię pisać tego typu posty. Są dla mnie dobrą opcją, by móc ostatecznie ocenić produkty i zastanowić się, do których warto wrócić. Tym razem ubyło mi również nieco kolorówki, co zdarza się dość rzadko.

Nie będę przedłużać, zapraszam do czytania!


1. Pędzel do pudru

To mój pierwszy pędzel, a dostałam go od mojej mamy. Miałam go jakoś cztery lata. Z początku byłam z niego zadowolona, jednak dość szybko trzonek odkleił się od skuwki (sklejałam dwa razy). Potem poznałam inne pędzle i ten poszedł w odstawkę, a ostatecznie oddałam go siostrze. Niestety właśnie dokonał swojego żywota, bo większość włosia wypadła (na zdjęciu tego nie widać, bo wepchnęłam je z powrotem). 

2. Pędzel (a raczej jego pół)

Kupiony na aliexpress, przybył z sypiącym się dokoła włosiem, więc również trafia na śmietnik.


3. Korektor, Bell Hypoallergenic

Kupiłam go, gdy potrzebowałam na szybko jakiegoś korektora, a akurat zaufany Catrice nie był dostępny. O korektorze z Bell słyszałam dobre opinie, więc postanowiłam dać mu szansę. Niestety jest to dość słaby produkt. Ma małe krycie, czasem nie wygląda najlepiej pod oczami (nieco sucho). Miałam kiedyś gorszy korektor, ale ten jest bez szału i powrotów nie planuję. Teraz testuję inny korektor tej firmy i spisuje się zdecydowanie lepiej.

4. Korektor Camouflage, Wibo

Nie ma takiego krycia, jak legendarny Catrice w słoiczku, ale jest niezły jak na kamuflaż za kilka złotych. Plusem jest też jasny kolor. Głównie używała go moja siostra i była zadowolona.

5. Podkład, Ingrid

Tani i dobry podkład. Kupiłam go w celu rozjaśniania innych podkładów, ale okazało się, że oksyduje, więc używałam go solo. Byłam na tyle z niego zadowolona, że być może do niego wrócę.
Krycie miał średnie, nie zauważyłam, żeby mnie zapychał.

6. Podkład mineralny Blondie, Lily Lolo (miniatura)

Przyjemny podkład o małym kryciu. Wyglądał naturalnie, a dzięki temu, że jest mineralny, nie pogorszył kondycji mojej skóry.


7. Płatki kosmetyczne, BeBeauty

Mówiłam przy ostatniej okazji, że niezmiennie używam właśnie tych wacików. Ich plusem jest brak rozdwajania się.

8. Makgeolli Brightening Mask Sheet, Holika Holika

Miałam kiedyś tę maskę, ale piekła mnie w twarz, więc kolejna sztuka poszła do siostry. Sama uważałam, że maseczka jest w porządku. Nawilża, nie robi nic dodatkowego. Siostrze natomiast przeszkadzała lepkość esencji, a zapytana następnego dnia o wrażenia, odparła: "Nie pamiętam, to było już tak dawno".

9. Juicy Mask Sheet 'Blueberry', Holika Holika

Dobrze nasączony płat. Maska nieco szczypała w twarz, ale u mnie to już chyba norma. Esencja w niej zawarta nieco się lepiła, a potem wchłonęła. Rano obudziłam się z miękką, gładką i dobrze nawilżoną skórą. Efekt nie utrzymywał się długo, bo wieczorem już nic nie czułam.


10. Płyn micelarny, Biotaniqe

Dobrze zmywał, był wydajny i nie piekł w oczy - tym samym spełniał wszystkie warunki, by zostać nazwanym przeze mnie dobrym produktem.

11. Krem do rąk Malina, Biolove

Uwielbiam krem do rąk od Biolove w wersji brownie z pomarańczą. Ten natomiast jest kompletnym jego przeciwieństwem. Ma nieco rzadszą konsystencję, odnoszę wrażenie, że wolniej się wchłania, a przede wszystkim ma nieprzyjemny zapach. Na początku był nie do zniesienia, potem nieco się przyzwyczaiłam. Nie polecam nikomu.


12. Sól do kąpieli kiwi i karambola, Tutti Frutti

Ładny zapach, barwiła wodę na zielono. Nie jest zbyt wydajna.

13. Mgiełka żurawina i cynamon, Avon

O mgiełkach Avon słyszałam wielokrotnie. Rok temu postawiłam na tę wersję. Zapach jest bardzo słodki i chemiczny, czuć sztuczne owoce, co najprzyjemniejszym doznaniem nie jest. Oprócz tego bardzo mocno wyczuwamy w niej alkohol. Mam jeszcze jedną mgiełkę tej firmy i ona pachnie chyba jeszcze gorzej. Na pewno do tych produktów nie wrócę.

Na dzisiaj to koniec. Jestem ciekawa, co znasz i jak się Tobie sprawdziło? A może zaciekawiłam Cię czymś nowym?