Miesięcznik: Podsumowanie lutego #10

 Luty nie był dla mnie dobrym miesiącem. Mimo najmniejszej liczby dni okazał się bardzo przykry.


Cały miesiąc spędziłam na praktykach w salonie kosmetycznym oraz sesji (na szczęście miałam tylko jeden egzamin, więc zostały mi prawie dwa tygodnie wolnego). Niestety wolnym długo się nie nacieszyłam, bo moje myśli zaczęła zaprzątać jedna sprawa.


Złamane serce


Moją najlepszą przyjaciółkę znałam prawie osiem lat, więc niespodziewana wiadomość o tym, że nie chce się już ze mną nigdy widzieć, była jak wbicie noża w plecy. Moje serce rozpadło się na kawałki.


Nigdy nie pomyślałam, że może dojść do takiej sytuacji. Jak kończyłyśmy szkołę, obiecywała, że zawsze znajdzie dla mnie czas. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

Straciłam jedyną przyjaźń i teraz tak naprawdę nie mam już nikogo poza najbliższą rodziną. Jest mi naprawdę przykro. Nigdy nie piszę na blogu, aż tak osobistych rzeczy, ale chciałam chociaż trochę zrzucić z siebie ten ciężar.


Gdy osoba, która mówi Ci, że jesteś dla niej jak siostra; osoba, za którą oddałabyś wszystko, nagle stwierdza, że w sumie ma Cię w dupie, nie chce jej się starać i żal jej poświęcić Ci dwie godziny raz na pół roku, to rani bardzo mocno. Dalej nie mogę uwierzyć w to, co zaszło. Nie było żadnej kłótni, tylko tak po prostu dzień przed naszym spotkaniem po wielomiesięcznym niewidzeniu (bo wcześniej nie miała czasu), dostaję taką wiadomość. Na facebooku, bo w twarz mi tego nie powie.


Nikt nigdy nie skończył ze mną znajomości w ten sposób. Gdy moje drogi ze znajomymi się rozchodzą, wychodzi to naturalnie i nikt nie ma do nikogo żalu i pretensji. Gdy jednak przyjaciółka sama z siebie pisze, że nie MOŻE się ze mną widywać, zamyka furtkę na zawsze. Odcina się, bo po prostu nie chce mnie znać. Bo się zmieniła. Bo ma nowe najlepsze przyjaciółki. A ja jestem na tyle beznadziejna, że nie warto trzymać mnie nawet w rezerwie. Lepiej potraktować jak śmiecia. Wyrzucić i zapomnieć.


Aktualnie jest już lepiej, bo udało mi się zaakceptować ten fakt. Nic nie mogę zrobić, nic nie zmienię. Muszę po prostu przystosować się do nowej sytuacji.


Jedyna dobra rzec z tego wszystkiego to nauczka, aby już nigdy nikomu nie ufać. Bo nawet zaufane osoby potrafią zrobić największe świństwo.


***


Nie chcę jednak zostawiać tutaj tylko smutków, więc przejdę po prostu do popkultury tak, jak zawsze.


Filmy


Rouge One – Na nadrobienie tego filmu nadarzyła się okazja, gdy zawitał on na Netfliksa. Ogólnie film mi się podobał (chociaż nie przebił siódmej części Star Wars), ale mógłby być nieco krótszy. Niektóre sceny za bardzo się dłużyły. Fabuła nie była niczym nadzwyczajnym i okazała się dość przewidywalna, ale mimo to dla fanów tego uniwersum z pewnością będzie to ciekawy seans.


Black Panther – Ta recenzja jest pisana całkiem na świeżo, bo na filmie byłam wczoraj. Zacznę od tego, że ta produkcja jest zupełnie inny niż wszystkie poprzednie Marvela, od razu dodam, że spokojnie można ją obejrzeć bez znajomości uniwersum. 

T'Challa po śmierci ojca zasiada na tronie i staje się kolejną Czarną Panterą, obrońcą swojego kraju – Wakandy. Brzmi jak każdy film o superbohaterach, ale okazuje się zupełnie inny. Dlaczego?
Po pierwsze jest nieco bardziej poważny, różni się przede wszystkim klimatem. Po drugie porusza kilka tematów politycznych (ale robi to w łagodny sposób!) m.in. kwestię mniejszości narodowej. A po trzecie prawie cała obsada składa się z czarnoskórych aktorów. To duży krok w dobrą stronę, jeżeli chodzi o kinematografię. Po czwarte mamy tu dużo silnych postaci kobiecych. Oby tak dalej!


Serial


The end of the f***ing world - Bardzo krótki serial (8 odcinków po 20 minut), więc spokojnie można potraktować go jako długi film.
Historia oparta jest na komiksie, jednak parę rzeczy uległo zmianie. Muszę przyznać, że dawno nie widziałam czegoś tak dziwnego. To z pewnością nie jest typowa młodzieżówka. Mamy tu połączenie dramatu ze specyficznym humorem.

O czym opowiada serial? O dwójce nastolatków z problemami, którzy uciekają z domu. W czasie swojej podróży dochodzi do różnych tragicznych wydarzeń, ale również do odnalezienia siebie samych.

Pierwszy odcinek mnie nie porwał, ale potem się wciągnęłam. Serial będzie idealny dla osób lubiących nieco pokręcone produkcje, ale tak naprawdę polecam go każdemu.


Makijażowo


W tym miesiącu nieco pomachałam pędzlem i zrobiłam parę makijaży. Na Instagramie pokazałam nawet jedną pracę, zainspirowaną niesamowitym artystą @milk1422.






Jak Tobie minął luty? Ma nadzieję, że było lepiej niż u mnie.