Youtube/Blogger made me buy it! (Akcesoria)

Masz może tak, że blogi namawiają Cię do jakiegoś zakupu? Jestem pewna, że tak! A na co ja skusiłam się po przeczytaniu wpisów innych blogerów lub obejrzeniu filmów na youtube?

Ten temat chodził za mną już jakiś czas, jednak rzeczy, które kupiłam z czyjegoś polecenia, mam mnóstwo, dlatego nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. W końcu zdecydowałam się podzielić ten wpis na trzy części i każdą publikować co kilka tygodni. Na pierwszy ogień idą akcesoria, których jest zdecydowanie najmniej.

Akcesoria do włosów:

1. Tangle Teezer Elite


Szał na szczotki TT powoli mija, ponieważ dookoła pojawia się konkurencja. Jednak swego czasu prawie każdy je miał. Mój model niedługo skończy dwa lata, ale trzyma się całkiem nieźle. Ząbki nieco się wygięły i szczotka nie sunie po włosach tak gładko jak kiedyś, mimo to wciąż ma przewagę nad tradycyjnymi szczotkami.
Zakup TT był dobrą decyzją. Rozczesywanie włosów stało się proste i bezproblemowe. Szczotka ma fasolkowaty kształt, dzięki czemu wygodnie leży w dłoni. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie swoją jakością i wiem, że już nigdy nie wrócę do tradycyjnych szczotek.

2. The Wet Brush


Kolejna szczotka, lecz tym razem jest to nowy nabytek. Mam ją dopiero kilka dni, więc nie jestem w stanie powiedzieć o niej więcej, niż to, jakie jest moje pierwsze wrażenie.
Szczotką kusiła mnie Agnieszka. Pokazywała różne modele i pisała, że TWB bije na głowę TT. Jak mogłam nie spróbować?
Na chwilę obecną mam mieszane uczucia względem tego produktu. Znalazłam w nim kilka plusów, ale nie obyło się również bez minusów. Na razie nie ma między nami miłości i moje serce wciąż należy do Tangle Teezer. Myślę, że za jakieś dwa miesiące zrobię porównanie obu szczotek.

Akcesoria pędzlowe:

3. Pędzel Zoeva Rose Golden vol 2 (227)


O pędzlach Zoeva słyszałam wszędzie. Każdy je polecał, zachwycał się jakością i mówił, że włosie jest mięciutkie. Model, który ja mam, to jeden z najpopularniejszych, wciąż robi furorę.
Z początku długo zwlekałam z zakupem, bo nie uśmiechało mi się wydawać tylu pieniędzy na jeden pędzel do oczu. Jednak ponad rok temu skuszona tyloma obietnicami postanowiłam zainwestować w porządne narzędzie do makijażu. Wybrałam serię Rose Golden vol 2, bo spodobał mi się kolor trzonka, ale to okazało się moją zgubą.
Gdy pędzel przyszedł, poczułam zawód. Włosie niczym nie różniło się od tego w dwa razy tańszym Hakuro! Z początku było nawet mniej przyjemne, bo drapało w powiekę. Jakość pędzla też pozostawia wiele do życzenia. Skuwka jest aktualnie podrapana, nie wygląda zbyt estetycznie, mimo dbania o nią. Jedyny plus to kształt pędzla, ale jestem pewna, że bez problemu znalazłabym coś podobnego z niższej półki cenowej.
Wróćmy jednak ponownie do tematu serii Rose Golden. Dlaczego kupienie jej okazało się błędem? Dlatego że ta seria jest ponoć gorsza jakościowo od pędzli klasycznych! Gdybym wiedziała o tym wcześniej, od razu zdecydowałabym się na model z czarnym trzonkiem. Takie zagranie firmy bardzo mi się nie podoba i jest mi najzwyczajniej w świecie przykro. Czuję się oszukana i na razie nie mam ochoty na kolejne pędzle tej firmy. Może kiedyś się odobrażę i dam im kolejną szansę w kategorii akcesoriów, ale na razie nie mam zamiaru ich kupować.

4. Olejek Isana i mydło Protex


Pędzle trzeba również czymś myć. Olejek Isana przewijał się, na co drugim blogu. Kwestią czasu był dzień, kiedy po niego sięgnęłam. Ładnie domywa pędzle (chociaż nieco zalatuje rybą, na szczęście na pędzlach zapach się ulatnia), jednak może przyczyniać się do rozpuszczania kleju i wypadania włosia z pędzla, co później skutkuje narzędziem nadającym się do wyrzucenia.
O mydle Protex pisałam ostatnio. Tam też wspominałam, dlaczego po nie sięgnęłam. Mydełko okazało się zdecydowanie lepsze od olejku i raczej nie będę go zmieniać na nic innego.

5. Osłonka na doniczkę


Pędzle przechowywane w osłonce na doniczkę to trend, któremu również uległam. Proste i wygodne rozwiązanie. Zarzucić mu można niehigieniczność (w końcu na pędzlach osiada się kurz, ponieważ nie są szczelnie zamknięte), jednak mam na tyle skromną kolekcję pędzli, że wszystkie czyszczę raz w tygodniu i nie przejmuję się tym za bardzo.

Akcesoria do twarzy:

6. Gąbeczki celulozowe


Chyba muszę policzyć, ile razy wspominałam o nich na blogu (trzy co najmniej!). Znowu podpatrzone u Agnieszki. Świetne do zmywania maseczek, ale przy demakijażu (ścieraniu olejków) również się sprawdzają. Zawsze muszę mieć je pod ręką.

7. Peeling kawitacyjny


To też u mnie nowość, mam ją od tygodnia. Myślałam o zakupie darsonvalu, ale potem wpis Basi przekonał mnie, by sięgnąć po urządzenie do domowej kawitacji. Na czym polega jego działanie? Jest to delikatne oczyszczanie za pomocą ultradźwięków. Na razie robiłam dwa zabiegi siostrze, jeden babci i dwa sobie. Efekty nie są spektakularne. Tak naprawdę nie zauważyłam nic prócz wygładzenia skóry. Zobaczymy, jak będzie za parę tygodni.

Jeżeli mnie pamięć nie myli, na żadne inne akcesoria nie skusiły mnie blogerki i vlogerki. W sumie jest nieźle, bo rozczarowaniem okazał się jedynie pędzel Zoeva. Dwa produkty mam jeszcze w fazie testów, więc ciężko powiedzieć na ich temat coś więcej. Mam nadzieję, że wpis przypadł Ci do gustu. Jestem ciekawa, czy znasz coś z przestawionych wyżej rzeczy? A może na coś się skusisz?