Serum korygujące Bielenda- efekty

Minął miesiąc, odkąd zaczęłam stosować serum korygujące z Bielendy. Jak są efekty?

Mam to nieszczęście, borykać się z przebarwieniami po trądziku. Do niedawna były to pojedyncze zmiany, ale jakiś czas temu ich ilość niepokojąco się zwiększyła. Chciałam w końcu coś z nimi zdziałać, ale nie bardzo wiedziałam, za co zabrać się na początku. 

Próbowałam z kwasem kojowym (w formie toniku), ale przy regularnym stosowaniu nie zauważyłam żadnych zmian. Kolejnym krokiem było sięgnięcie po korygujące serum z Bielendy, które w sieci jest przez wielu bardzo chwalone. 

Skład

Zacznę od składu, który jest naprawdę niezły. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, gdy go zobaczyłam. Bielenda z reguły wyśmienitymi składami nie grzeszy, ale być może linia ich profesjonalnych kosmetyków ma je po prostu lepsze.
Serum opiera się na dwóch kwasach: migdałowym (złuszcza naskórek, działa antybakteryjnie, zwęża ujścia mieszków włosowych, rozjaśnia przebarwienia, reguluje wydzielanie sebum) i laktobionowym (złuszcza naskórek, zapobiega pojawianiu się wyprysków, ujednolica koloryt skóry). Są one w niewielkim stężeniu, dlatego spokojnie można używać kosmetyku do pielęgnacji domowej. Należy jednak pamiętać o fotoprotekcji, gdy stosujemy go na dzień. 

Cena, dostępność, opakowanie

W kartoniku znajdziemy szklaną buteleczkę z pipetą o pojemności 30 ml. Całość wygląda bardzo estetycznie i jest łatwa w użytkowaniu. W ciągu miesiąca codziennego stosowania zużyłam niecałe 2/3 butelki. Nie jest to wydajny kosmetyk, ale po otwarciu mamy tylko trzy miesiące na jego zużycie, więc przy rzadszym używaniu i tak zdążymy go skończyć.
Z dostępnością produktu nie ma żadnego problemu. Posiada go wiele drogerii stacjonarnych i internetowych. Koszt jest różny, ale nie przekracza 30 złotych. 

Działanie 

Serum używałam codziennie wieczorem na całą twarz. Ma wodnistą konsystencje. Łatwo je nałożyć, szybko się wchłania, a po chwili czuć lekkie napięcie skóry (nie mylić ze ściągnięciem). Oprócz tego twarz wydaje się również gładsza. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że zmiany trądzikowe pojawiają mi się o wiele rzadziej (praktycznie wcale), a stare przebarwienia nieco zbledły (niestety po takim czasie nie udało się jeszcze pozbyć ich całkowicie). Z działania tego produktu jestem bardzo zadowolona i wiem, że to nie będzie moja ostatnia butelka. Jednak nie oznacza to, że serum nie ma wad. Przede wszystkim trzeba brać pod uwagę, że naskórek może nam się nieco złuszczać. U mnie zdarzało się to głównie na nosie i czole. Podkład nie wyglądał w tych miejscach estetycznie i nawet regularne nawilżanie za wiele nie pomogło.
Drugą ważną kwestią, którą trzeba wziąć pod uwagę, jest możliwość wystąpienia stanów zapalnych. U mnie równo po tygodniu pojawiło się kilka niezbyt przyjemnych wykwitów. Jeśli chcemy tego uniknąć, warto powoli przyzwyczajać skórę do kwasów i z początku używać ich rzadziej. 

Na koniec zdjęcia przed i po, ale najpierw kilka słów wyjaśnienia:

1. Na zdjęciach "przed" jestem dwa dni po manualnym oczyszczaniu skóry (takie uroki studiowania kosmetologii), dlatego cera nie wygląda najlepiej (szczególnie czoło).
2. Światło na ostatnim zdjęciu jest nieco inne (mimo że robione w tym samym pokoju), więc musisz uwierzyć mi na słowo, że na żywo wygląda to bardzo podobnie do zdjęć.
3. Po tygodniu widać stany zapalne, które powstały po serum (głównie na prawym policzku). Natomiast na czole możesz zaobserwować złuszczającą się skórę.