Swamp Queen - paleta od tarte

Paleta Tarte zauroczyła mnie swoim opakowaniem, czy jej zawartość również zawróciła mi w głowie?

Nie jestem zbieraczką palet. Oczy malować uwielbiam, ale wiem, że przy dużej ilości cieni do powiek nie wiedziałabym, za co się zabrać. Nie byłabym w stanie ich zużyć i część pewnie by się zmarnowała. Brak mi jeszcze wielu kolorów, ale myślę o tym, aby dokupić je osobno.
Aktualnie mam trzy palety z neutralnymi kolorami (brązy, złota etc.) oraz jedną z szalonymi odcieniami. Moje poprzednie recenzje palet pojawiały się po wielu miesiącach testów. Tym razem jednak zapraszam na nieco inny wpis, jakim jest pierwsze wrażenie. Dlaczego zdecydowałam się na taką formę? Zaraz się dowiesz.

Kosmetyki Tarte kusiły mnie od dawna, dlatego wygrana u Oli z kanału HeyItsAlexK bardzo mnie ucieszyła. Marka Tarte jest u nas raczej trudno dostępna, widziałam ją tylko w jednym sklepie, jednak koszt kosmetyków jest tam sporo wyższy.
Paleta Swamp Queen jest edycją limitowaną. Powstała we współpracy z youtuberką grav3yardgirl. Nie wiem, jak długo będzie na rynku, jednak pomyślałam, że warto o niej napisać, póki jest dostępna. Malowałam się nią siedem razy. Nie jest to dużo, ale wystarczyło, aby wyrobić sobie na jej temat zdanie.

Opakowanie

Nie można przejść obok niego obojętnie. Wykonane jest naprawdę porządnie. Przypomina drewno, jest mocne i ciężkie. Jedyna wada to napis, który nieco się starł.
W środku znajduje się duże i bardzo wygodne lusterko oraz pędzelek z mocno zbitym włosiem. Nie do końca przypadł mi on do gustu, więc maluję się swoimi akcesoriami.
W opakowaniu mieści się dziewięć cieni oraz bronzer, róż i rozświetlacz. Warto wspomnieć, że pachną one czekoladą. Zapach jest odrobinę sztuczny, ale bardziej intensywny i ładniejszy niż w czekoladce z MUR.


Cienie

Rzadko się zdarza, aby paleta miała tak świetnie dobrane kolory. Wszystko zostało bardzo dobrze przemyślane. Użyłam każdego cienia i wiem, że żaden nie będzie niepotrzebny. 

W palecie znajdziemy maty oraz cienie błyszczące. Ich pigmentacją jest różna i bardzo specyficzna. Nie każdemu przypadnie do gustu. Cienie nie są intensywne, nie da się ich również za bardzo dokładać. Tym samym nadają się raczej do dziennych makijaży.
Ich wielką zaletą jest to, jak się blendują. Praca z nimi przebiega szybko i przyjemnie. Cienie nie tracą na intensywności przy nakładaniu na powiekę, nie osypują się.
A jak z trwałością? Na przypudrowanym korektorze utrzymują się 6-7 godzin, później nieco się rolują i znikają z powieki. Nie próbowałam używać ich z bazą, ale zamierzam za jakiś czas to zrobić.

Poszczególne kolory prezentują się tak:


#SFS – jasnozłoty cień; dobrze zmielony; idealny do wewnętrznego kącika

natural peaches – matowy, brzoskwiniowy i jasny kolor

dogman – ciepły, matowy brąz ze złotymi drobinami


big baby – matowy, beżowy cień; dobry na całą powiekę; mógłby być nieco lepiej napigmentowany

sassy bun – piękne połyskujące złoto; odrobinę wpada w miedź; dobrze napigmentowany; jeden z moich ulubionych

sippy sippy – matowy, neutralny brąz ze złotymi drobinami; drobiny są mniej widoczne, gdy mocniej się go rozetrze


haunting – błyszczący cień, rozbielony fiolet

uncommon – ciemniejsza wersja poprzedniego cienia; razem tworzą udany duet

mancat – matowy fiolet; w opakowaniu widać drobiny, ale na oku ich nie ma

Konturowanie

Te trzy wkłady są zdecydowanie lepiej napigmentowane. Pierwszego dnia zrobiłam sobie nawet plamę różem, na szczęście bez problemu się roztarła.


sweet tea (bronzer) - wpada nieco w ciepłe tony, ale nie wygląda na pomarańczowy. Jest dość jasny, więc przypadnie do gustu bledszym osobom. Zawiera błyszczące drobiny. Nie jest ich wiele, więc nie rzucają się w oczy. Pod względem właściwości ten produkt bardziej nadaje się do ocieplania twarzy niż konturowania. Chociaż to drugie też można wykonać za jego pomocą. Sama używam go głównie jako cienia do powiek.

does this thing really work? (róż) – ładny kolor, który będzie pasował wielu osobom. Również zawiera drobinki, ale podobnie jak bronzer – nie ma ich zbyt wiele. 

gator wings (rozświetlacz) – śliczny, wpadający w złoto rozświetlacz. Nada się też do wewnętrznego kącika oka. 

Kiedy warto kupić tę paletę? 

Z pewnością wtedy, gdy chcesz wypróbować jakąś paletę tarte. Jeśli lubisz błyszczące cienie, również będzie to ciekawa opcja. Wielbiciele matu nie znajdą tutaj wiele dla siebie. Paleta będzie dobra dla osób, które mocno się nie malują i potrzebują czegoś na co dzień. Nie polubią jej jednak tłuste powieki i takie, których cienie często się nie trzymają. 

Mimo że tej palecie dużo brakuje do ideału, uwielbiam ją! Ma w sobie coś, co sprawia, że sięgam po nią z wielką chęcią. Duży wpływ na to mają świetne kolory i łatwość użycia. Największym minusem jest chyba trwałość, bo tańsze cienie potrafią utrzymać się na mojej powiece cały dzień, a te niestety po czasie znikają. Gdyby nie ten mankament, byłaby to naprawdę dobra paleta. 

Znasz Tarte? Podoba Ci się ta paleta?