Szampon siarkowy Zdrój w walce z ŁZS

Tematy związane z włosami i skórą głowy poruszam bardzo rzadko, jednak czasem warto napisać coś o produktach, jakie stosuję. 

Od kilku lat choruję na łojotokowe zapalenie skóry głowy. Jest to przewlekła i nawracająca choroba zapalna. Objawia się nadmiernym wydzielaniem łoju przez gruczoły łojowe, które prowadzi do powstawania wielu nieprzyjemnych zmian na skórze. W czasie, gdy ŁZS ujawniło się po raz pierwszy, leczyłam je bardzo długo (około roku) i straciłam sporą część włosów. Na szczęście już nigdy później nie miałam tak nasilonych objawów. 

Kilka tygodni temu głowa zaczęła mnie swędzieć i czułam, że coś się dzieje. Postanowiłam nie zwlekać i zadziałać jak najszybciej. W tym celu wybrałam się do apteki i kupiłam szampon siarkowy. Zalecany do łuszczycy głowy, przetłuszczających się włosów i właśnie ŁZS. Za 130 ml zapłaciłam około 25 złotych. Czy mi pomógł? A jeśli tak, to w jakim stopniu? 

Nietypowa forma


Szampon nie jest od razu gotowy do użycia. Najpierw trzeba go sporządzić. Szampon rozdrabniamy z wodą w stosunku 1:4 (przy czym to wody dajemy więcej). Po takiej mieszance zyskujemy bardzo rzadki (wręcz wodnisty) specyfik. Nie wiedziałam, jak się zabrać za jego używanie. Ostatecznie wykombinowałam tak: niewielką ilość sporządzałam w osobnej butelce, którą potem mocno wstrząsałam, aż utworzyła się piana. Pianę wydobywałam z butelki i nią myłam głowę. 

Zapach

Przy pierwszym powąchaniu nie było tak źle, jak się spodziewałam. Owszem zapach do przyjemnych nie należy, ale da się go przeżyć. Z czasem jednak zaczął mocniej mnie irytować i każde kolejne mycie było coraz mniej miłe. Plusem jest jednak to, że po wyschnięciu włosów, zapach nie jest na nich wyczuwalny. 

Stosowanie

Nieco o tym napisałam już wcześniej, ale tutaj zwrócę uwagę na aspekt, jakim jest częstotliwość. Z początku używałam szamponu codziennie, później co drugi lub trzeci dzień, a aktualnie używam go od czasu do czasu.
Gdy szamponu używałam solo, miałam uczucie nieco nieświeżej głowy. Przy jednym myciu nie było to jeszcze tak odczuwalne, ale po dwóch dniach wręcz widziałam, że włosy są tłustsze i nieidealnie czyste, a przecież szampon miał wpłynąć również na zmniejszenie ich przetłuszczania.
Z tym problemem poradziłam sobie szybko. Zaczęłam po prostu myć głowę podwójnie. Najpierw moim tradycyjnym szamponem, a dopiero potem tym siarkowym. Taki duet sprawdzał się najlepiej. 

Efekty

Kwestia najważniejsza, czyli efekty. Na przetłuszczenie niestety szampon nie pomógł, ale udało mu się zrobić inne rzeczy. Już po jednym dniu świąd stał się mniej dokuczliwy, a po trzech dniach zniknął bez śladu. Zmiany, które zaczęły powstawać, ustąpiły. Jedyne, co pozostało bez zmian, to łupież, a liczyłam, że uda mi się go pozbyć. Nie jest dla mnie uporczywy, bo mam go tylko miejscowo i to w niewielkim stopniu, ale oczywiście byłabym o wiele szczęśliwsza, gdyby go nie było. 

Nie jest to produkt idealny. Mógłby mieć nieco bardziej przyjazny zapach i łatwiejszą w obsłudze konsystencję. Zrobił jednak to, na czym mi zależało, powstrzymał ponowne ujawnienie się łojotoku. Następnym razem pewnie będę szukać czegoś nowego, ale wiem, że w razie czego spokojnie mogę po niego sięgnąć. 

Zmagacie się może z podobnymi problemami? Macie jakieś produkty do polecenia?