Denko #8/2017

Dzisiejsze denko jest ósmym i również ostatnim w tym roku. Pewnie uzbieram coś w grudniu, ale na przyszły miesiąc mam już zaplanowane wpisy i po prostu nigdzie tego nie wcisnę. Z tego też powodu na początku chciałabym zrobić małe podsumowanie tej serii.

Nie wiem, jak to jest u Ciebie, ale sama bardzo lubię czytać takie wpisy u innych. Tworzenie ich również jest przyjemnością. Podsumowanie produktu po całkowitym jego zużyciu jest najlepszą z możliwych opinii, bo przecież czasem kosmetyk może nam zaszkodzić w trakcie używania lub okazać się hitem mimo pierwszej niechęci do niego.

Od początku prowadzenia bloga zużyłam 64 produkty (nie zbieram opakowań szamponów, mydeł etc.). Czy to dużo? Ciężko stwierdzić. Sama jestem zaskoczona tą liczbą, bo wydawało mi się, że zużywam o wiele mniej produktów. A jak to ma się dokładnie liczbowo? Pielęgnacja  przeważa, chociaż myślałam, że różnica będzie nieco większa. Produkty do pielęgnacji: 39
Kolorówka: 25

Tym razem mam do pokazania tylko produkty do pielęgnacji. To one kończą mi się zdecydowanie szybciej.


1. Żel aloesowy, Holika Holika

Tego pana chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Mój zdecydowany hit. Skończyłam drugie pełnowymiarowe opakowanie i już używam kolejnego. Stosuję go zawsze rano na całą twarz. Idealnie nadaje się pod makijaż. A wieczorem łagodzi skórę po demakijażu. Każdemu polecam go wypróbować (o ile oczywiście nie ma uczulenia na aloes). 

2. Peeling-żel-maska 3w1, Biotaniqe 

Ulubieniec września, jedna z najlepszych maseczek oczyszczających, jakie miałam. Skóra naprawdę czuje się po niej lepiej, chociaż odnoszę wrażenie, że najbardziej zachwycały mnie efekty przez kilka pierwszych tygodni. Teraz nie są aż tak spektakularne, co może być spowodowane tym, że moja twarz po prostu się do niej przyzwyczaiła. Mam już otwarte drugie opakowanie i zapewne nie ostanie.

3. Tonik liście manuka, Ziaja

Myślałam, że nigdy się nie skończy. To nie tak, że mnie męczył i był zły, ale nie robił nic specjalnego. Taki przeciętniak, który spełniał poprawnie swoją funkcję. Na plus atomizer, który rozpylał przyjemną mgiełkę, nie zacinając się przy tym.


4. Ujędrniający peeling kawowy, Eveline

Znalazł się w jednych z pierwszych ulubieńców na blogu, więc trochę u mnie czasu spędził. Nie miał zbyt wielu drobinek, ale to nie przeszkadzało, aby świetnie radził sobie ze zdzieraniem martwego naskórka. Po jego użyciu skóra stawała się miękka i gładka. Do tego przepięknie pachniał kawą. Jedyny zauważony przeze mnie minus to pozostawianie po sobie brudnej wanny, ale obawiam się, że każdy kawowy peeling tak robi. Naprawdę ciekawy produkt.

5. Balsam kokosowy w sprayu, Biolove

Z tym produktem wiąże się pewna dziwna sprawa. Zapachu kokosu w ogóle w nim nie czuć, ale myślałam, że tak ma być. Potem jednak przeczytałam u Agnieszki, że balsam potrafi być zupełnie inny w zależności od serii produkcji (różni się kolorem, zapachem, konsystencją). Trochę się zmartwiłam, że może posiadana przeze mnie sztuka jest zepsuta, ale ostatecznie nic nie działo mi się podczas używania. Balsam jest dość lekki i szybko się wchłania, idealne rozwiązanie na lato. Minusy są dwa: bardzo marna wydajność (myślę, że wystarczyłby na maximum miesiąc codziennego używania, chociaż obawiam się, że musielibyśmy korzystać z niego oszczędnie) oraz atomizer. Chyba trafiło mi się uszkodzone opakowanie (nigdzie nie czytałam narzekań), ale pompka ciągle mi się zacinała. Dodatkowo psikała produktem dookoła. Może kiedyś do produktu wrócę, ale raczej będę czekać na jakąś promocję. 


6. Zmywacz do paznokci, BeBeauty

Ciągle go używam, bo się u mnie sprawdza. Nie ma acetonu (a ja rzadko noszę hybrydy), jest wydajny i radzi sobie nawet z ciemnymi lakierami. 

7. Pomadka Macadamia & Gloss, Isana

Z początku się nie polubiliśmy, ale stwierdzam, że nie była to zła pomadka. Działanie miała przyjemne, ale nadawała się do używania tylko w domu (z powodu drobin, które w sobie ma). Do pomadek z Isany zapewne wrócę, ale następnym razem wybiorę inną wersję. 

To by było na tyle. Które produkty znasz? A może do jakiegoś Cię zachęciłam?