Olejek do demakijażu od Nacomi

Kilka razy wspominałam, że do demakijażu używam trzech produktów. Olejki zawsze są krokiem numer dwa. Dzisiaj o produkcie, który stosuję od dłuższego czasu. 

Zacznę od dwóch kwestii, które warto poruszyć, jeśli chodzi o ten produkt. Olejek możemy kupić w dwóch wersjach: do cery suchej i normalnej oraz normalnej i mieszanej. (EDIT: Patrz na koniec wpisu) Jednak różnią się one jedynie etykietą! Składy mają identyczne. Nie podoba mi się takie oszustwo ze strony producenta. Podejrzewam, że znajdą się osoby, które kupią obie wersję, aby zobaczyć, która lepiej się u nich sprawdzi. A tak naprawdę powinien istnieć jeden produkt i być po prostu przeznaczony do każdego typu cery. Bardzo nieładne zagranie.
Druga sprawa to fakt, że Nacomi ma siostrzaną firmę Biolove (ten sam producent), która również posiada tego typu olejki (różnią się jedynie kolejnością ostatnich składników), więc chyba można uznać, że ta recenzja pasuje do produktów obu firm.

Produkty marki Nacomi można znaleźć w Hebe i innych, mniejszych drogeriach stacjonarnych. Nie ma również problemu ze znalezieniem marki online. Cena to około 30-35 złotych, sama jednak kupiłam go na promocji za około 20 złotych. 


Szata graficzna produktu uległa ostatnio zmianie na nieco ładniejszą. Sama mam olejek jeszcze w starym opakowaniu, na które niestety trochę sobie ponarzekam. Na pierwszy rzut oka całość wydaje się w porządku. Olejek łatwo otworzyć i zamknąć, nie ma problemu z jego wydobyciem. Co w takim razie jest problemem? To, że opakowanie jest nieszczelne i produkt się z niego wylewa. Nie ma mowy, aby zabrać go na wyjazd. Sama muszę trzymać go w specjalnym miejscu, gdzie stoi, ponieważ położenie opakowania zawsze kończy się tak samo; tłustą plamą. Uważam, że jest to naprawdę spory minus, bo jednak utrudnia użytkowanie. Na dowód tego, co olejek wyczynia,  mogę nawet pokazać, jak wyglądało moje tło po skończonych zdjęciach: 



Nacomi jest marką naturalną, więc nie można narzekać na skład. Znajdziemy tutaj wiele olejów, podstawą jest olej ze słodkich migdałów, ale mamy tutaj również olej rycynowy, z pestek winogron i jojoba. 

Teraz przejdę jednak do działania, bo ono jest najistotniejsze. Olejek należy do tłuściochów. Nie zmywa się całkowicie pod wpływem wody, pozostawia po sobie tłustą warstwę. Dla mnie jednak nie jest to problemem, bo po olejkach zawsze używam pianki/żelu, wtedy mam pewność, że cała twarz została dobrze oczyszczona i nie znajdę na niej żadnych resztek makijażu oraz właśnie olejku. 

Produkt z demakijażem radzi sobie bardzo dobrze. Oczyszcza bez problemu, z reguły nie tworzy również mgły przed oczami (zdarzyło mi się to chyba tylko raz, nie mam pojęcia dlaczego). Nie podrażnił mnie, ani nie zapchał. Jego zapach jest delikatny, po prostu olejowy. 

Z początku ten olejek mnie nie zachwycił. Brakowało mi w nim czegoś. Teraz po dłuższym stosowaniu mogę, jednak stwierdzić, że to dobry produkt. Robi, co ma robić, w cenie promocyjnej nie wydamy na niego fortuny, jest bardzo wydajny i ostatecznie się u mnie sprawdził. Jego wadą zdecydowanie jest opakowanie (mam nadzieję, że kiedyś się zmieni, a może już uległo zmianie wraz z szatą graficzną?), a niektórym może nie odpowiadać tłusty film. Zdecydowanie warto po nim użyć jeszcze jakiegoś produktu myjącego. Myślę, że warto wypróbować ten olejek, jeśli szukamy czegoś taniego. Zamierzam sięgnąć po inne olejki do demakijażu, ale nie wykluczam, że do tego będę czasami wracać. 

Znasz ten olejek? Używasz takich produktów do demakijażu? 

EDIT: Dostałam wiadomość od przedstawicielki marki Nacomi z wyjaśnieniem, że obie wersje olejku różnią się składem, a tak dokładniej różnią się zawartością procentową olejku rycynowego. Pisząc wpis nie wzięłam pod uwagę takiej opcji, ale wydaje się być bardzo prawdopodobna i sensowna. Przy cerze mieszanej i tłustej używa się nieco większej ilości olejku rycynowego (przy cerze suchej nie jest to wskazane ze względu na to, że ten olejek potrafi przesuszać). Patrząc na właściwości wyżej wspomnianego olejku, nie wykluczam takiej opcji. Nigdzie nie znalazłam wyraźnie podkreślonej informacji o różnicach w składzie procentowym, co doprowadziło mnie do błędnych wniosków. Wielokrotnie spotkałam się w sieci z opinią, że skład tych produktów jest identyczny i patrząc na opakowanie każdy pomyślałby tak samo (kolejność składników niczym się nie różni), co miało wpływ na to, jak postrzegałam oba te produkty.